Tylko 3-5 procent alkoholików kończy w rynsztoku. 95-97 procent to tzw. zwyczajni ludzie. Normalnie zatrudnieni, produktywni, często na wysokich stanowiskach. Dyrektorzy, lekarze, dziennikarze, motorniczy, pielęgniarki. Czasami piją parami, w zaciszu domu, co może doprowadzić do małżeńskiego alkoholizmu – pisze „Dziennik”. Poniżej podajemy przypadki, które przedstawia gazeta.

Anita, 28 lat, menedżerka w jednej w korporacji prawniczych: - Wracamy z mężem z pracy około 21. Po drodze do domu kolacja, jakieś sushi albo coś włoskiego. Wchodzimy do wanny - razem, mamy dużą - i codziennie wychodzi nam po buteleczce winka na głowę. Gawędzimy o robocie, o tym i o owym, a jak nam przyjdzie ochota, to mały seksik w ciepłej wodzie i spać. Kieliszeczki zostawiamy w łazience, bo jutro powtórka z rozrywki. Po co nosić? Czy jesteśmy alkoholikami? Nie sądzę. Po prostu musimy się wyluzować, zrzucić z siebie stres. To wszystko. Rano głowa trochę boli, ale szybki red bull i przechodzi – opowiada.

Andrzej, 37 lat, lekarz: - Lubię się napić drinka po pracy, a i żona też nie stroni. I tak sobie polewamy, chociaż ostatnio mieliśmy mały kryzys. Zabrakło nam wódeczki i coli, więc niewiele myśląc poszedłem na stację benzynową, a tam klops: nieczynne, awaria światła. Latałem jak głupi po osiedlu, a żona wydzwaniała i mnie poganiała. Nic nie dostałem, wszystko było pozamykane. Ale moja Magda nie jest w ciemię bita: pożyczyła koniak od sąsiadów. I sobie na sen wypiliśmy po dwa kieliszeczki. Nie ma nic lepszego. Czy jesteśmy alkoholikami? Nie, raczej pijakami (śmiech). Nie musimy pić codziennie, ale to lubimy – konkluduje.

Marianna, 43 lata, pielęgniarka: - Anyżóweczka, to nasza namiętność. Lubimy z Kaziem wypić po kieliszku przed snem. Ja zapominam o tych bandażach, krwi, strzykawkach, a Kazio o tramwaju, bo on nie lubi swojej pracy motorniczego. Ostatnio śmieliśmy się, że jak jedno umrze, to drugie będzie przynosiło mu anyżówkę na grób. Czy jesteśmy alkoholikami? Broń Boże, alkoholikiem to jest Wasiak spod dwójki, co pije na umór i bije żonę. My kulturalnie. Codziennie, po troszku - taki nasz mały rytuał.

Stres, napięcie, trudne sytuacje w pracy - to pod wpływem alkoholu znika jak ręką odjął. Po ciele rozchodzi się przyjemne ciepło. Gdy pijemy razem z partnerem, paradoksalnie czujemy większą bliskość. To niestety straszna pułapka. Bo tak naprawdę tego nie widzimy, ale do takich par krok po kroku zbliża się alkoholizm.

Organizacja Drinkaware zbadała zjawisko popijania wśród polskich par zamieszkujących Wielką Brytanię. Wnioski są porażające. Otóż małżeństwo bywa kondensatorem niebezpieczeństwa alkoholizmu. Osoby pozostające w związku małżeńskim spożywają alkohol każdego wieczoru dwa razy częściej niż single. Co piąte małżeństwo pije alkohol pięć razy w tygodniu. Z tą samą częstotliwością po alkohol sięga tylko 8 proc. osób samotnych. Sytuacja samotności na emigracji, poczucie wyobcowania, no i oczywiście chęć odreagowania po ciężkiej pracy - to powody popijania w parach.

Alkoholik zwykle późno, jeśli w ogóle, przyznaje, że nim jest. Większość z popijających troszeczkę, ale codziennie, nie zdaje sobie sprawy, że wkrótce zostaną adeptami klubów AA. Jeśli oczywiście ludzie ci będą chcieli sobie pomóc.

 

MaRo/Dz

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »