Fronda.pl: „Memento Mori! Kiedyś nadejdzie moment, gdy już nie będę potrzebował ziemskiego chleba”. Co miała Pani na myśli, pisząc te słowa?
Magdalena Chudzicka: Musimy mieć codziennie świadomość tego, że nasze ziemskie życie pewnego dnia zakończy się. Pamiętajmy, że gotując i dbając o wspólnotę stołu, należy też zadbać nie tylko o zaspokajanie głodu ciała, ale również głodu naszej duszy. Gotowanie, oprócz tego że jest ciężką pracą dla polskiej matki, jest wielkim gestem miłosierdzia wobec innych. Zauważmy, ile razy przygotowany posiłek spożywany jest, mimo obecności wszystkich członków rodziny, w samotności przez każdego z nich. Nierzadko ludzie jedzą oddzielnie, rozchodzą się po pokojach, siadają przed komputerem, telewizorem i wówczas jedzą – razem ale osobno.
Czy „Misyjną książkę kucharską” możemy traktować jako swoisty duchowy przewodnik po misjach? Nie w każdej kulinarnej lekturze znajdują się np. wzruszające zdjęcia afrykańskich dzieci, które mimo głodu i biedy, potrafią się śmiać czy świadectwa i opowiadania misjonarzy, anegdoty oraz modlitwy.
Wszystkie te teksty w moim zamyśle, powinny nam służyć do pracy, nieustannego kształtowania sumienia, otwierania własnego serca, które tak łatwo popada w egoizm, zajętego codziennością. Jednym z celów książki było właśnie rozbudzenie misyjnej wrażliwości wśród świeckich, ale i ubogacenie naszego – czasem monotonnego życia – zarówno w dziedzinie kulinariów, jak i duchowej. Misjonarze - zarówno ci, których osobiście poznałam oraz ci, których znam jedynie z napisanych świadectw - urzekli mnie swoim zaangażowaniem oraz niezwykle skromnym, a jednak, bohaterstwem, wiernością, służbą drugiemu człowiekowi, która trwa nie przez rok czy dwa, ale do końca życia. Zostawiają oni wszelki dostatek i dobrobyt, opuszczają swoje rodziny i przyjaciół po to, żeby pójść w nieznane i głosić Ewangelię. Myślę, że naszym obowiązkiem w takiej sytuacji jest ich wspierać, jak tylko możemy.
I dlatego postanowiła Pani przybliżyć problemy i zmagania misjonarzy przy okazji prezentowania misyjnej kuchni z różnych zakątków świata?
Książka zrodziła się z moich własnych doświadczeń z długich podróży do Brazylii, Tunezji, Turcji, jak i przede wszystkim dzięki zaangażowaniu wielu misjonarzy z różnych zgromadzeń zakonnych, którzy zechcieli podzielić się przepisami kulinarnymi oraz swoimi refleksjami.
Wymiar duchowy jest najważniejszy, niemniej jednak podczas redakcji istotnym celem było również stworzenie użytecznej kulinarnej lektury, skierowanej również do osób mniej biegłych w kuchni, na przykład młodzieży. Przepisy, w 80. proc. przystosowane są do naszej polskiej kuchni, nie wymagają specjalnych dodatkowych nakładów, które byłyby poza naszym zasięgiem. To dania proste, spożywane na co dzień w innych częściach świata,
a jednak bardzo różne od tych naszych, a na pewno mniej kaloryczne (śmiech).
Moim zamysłem było stworzenie lektury, która może być propozycją na przeżycie dnia. Mam ogromną nadzieję, że ta książka - która zawiera obok przepisów kulinarnych, zarówno teksty misjologiczne, jak i relacje, fragmenty pamiętników, listów, wspomnień misjonarzy, fotografie archiwalne i współczesne – pozwoli nam zwrócić uwagę na dobro, które się tli w człowieku i spróbujemy zza nawiedzającej nas frustracji spojrzeć szerzej na świat, jak i na sens własnej egzystencji.
Ojciec Piotr Artur Sokłowski SVD, którego teksty misjologiczne znajdziemy na kartach książki, zauważa że misjonarz musi być gotowy na uniżenie się do poziomu dziecka, uczenie się nowej kultury, poznawanie jej obyczajów i języka, a także na ogołocenie z własnych szat kulturowych. Praca misjonarza musi wymagać wielu wyrzeczeń.
Muszę przyznać, że naprawdę głębokim doznaniem dla mnie było patrzenie na skalę wyrzeczeń misjonarzy, który w szczególny sposób odczuwają samotność, żyjąc z dala od rodziny i swojej Ojczyzny. Współczesność próbuje kreować ideał mężczyzny jako tego, który jest modny, zadbany, silny i zamożny. Jednak esencja bycia prawdziwym mężczyzną koncentruje się, gdzie indziej. Możemy ją dostrzec na przykład właśnie w misjonarskiej pracy, w ludziach, którzy są gotowi do niesienia pomocy innym, dzielenia z nimi trudnego losu. Misjonarze nie są modnie ubrani, żyją oszczędnie, ponieważ nie potrafią obnosić się bogato wobec biedy, której każdego dnia są świadkami. Pomagają z równym zaangażowaniem wszystkim, również tym, którzy nigdy im się nie odwdzięczą. Możemy wiele się nauczyć patrząc na ich przykład.
Zauważmy, że misjonarz nie zawsze ma dane zobaczyć efekty swojej pracy. Myślę, że nawet tak bardzo nie obiecuje sobie tego, składając swój trud w ręce Opatrzności. Salezjanin O. Mario Mule’Stagno powiedział mi kiedyś, że nigdy agenda boża nie jest agendą człowieka i nie możemy patrzeć na czas po ludzku. Należy czynić dobro, ale nie można domagać się, aby zostało zauważone. Czasem potrzeba kilku pokoleń, aby zasiane ziarno zaowocowało.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Magdalena Kowalewska
oprac. AM
