Fronda.pl: Zakończyły się wybory parlamentarne w Rumunii i Macedonii. Czy nowy układ sił politycznych w tych państwach zmieni ich stosunek wobec Rosji? Czy oba kraje mogą stać się prorosyjskie?

Prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski: Nie sądzę, by wybory coś zmieniły w tych państwach w tym względzie. Rumunia jest z pewnością stabilnym sojusznikiem w ramach NATO. Do tego jest to państwo wyraźnie określone przez poczucie zagrożenia szczególnie rozwinięte po zajęciu Krymu przez Rosjan, tj. w linii prostej niedaleko granic rumuńskich. Nie uważam więc, by obawy jeśli chodzi o Rumunię były uzasadnione. Wejście tego państwa pod wpływy Rosji jest wykluczone.

A co z Macedonią?

Macedonia jest krajem niewielkim, dosyć odległym, z poważnym problemem wewnętrznym w kwestii stabilności państwa, związanym z silną mniejszością albańską, położonym na dodatek na potencjalnym, jednak możliwym do ożywienia szlaku bałkańskim imigracji z Bliskiego Wschodu. W związku z tym trudno o tym 2-milionowym kraju powiedzieć, żeby on rozstrzygał o jakiejkolwiek koncepcji w Europie. Oczywiście zawsze lepiej mieć w tym regionie stabilność i rządy przychylne współpracy regionalnej. Nie sądzę jednak, by wynik wyborów coś fundamentalnie w tej kwestii zmienił. O tym czy kraj będzie stabilny czy nie, rozstrzygną raczej czynniki zewnętrzne - to ilu uchodźców będzie tamtą drogą usiłowało dostać się do UE i czy granice unijne pozostaną zamknięte. Trzeba pamiętać, że Macedonia wraz z Albanią, Czarnogórą, Kosowem, Serbią i Bośnią-Hercegowiną leży w obszarze między północną granicą Grecji, a południową granicą chorwacką i węgierską, czyli w luce w obszarze Schengen. To może w razie czego powodować uwięzienie na tym terenie dużej grupy przybyszów, którzy mogą oddziaływać destabilizująco. To jest zagrożenie, wyniki wyborów nim nie są. Nic dramatycznego się nie wydarzyło. W przypadku Rumunii, uważam, że to normalny, demokratyczny kraj o bardzo stabilnej polityce zagranicznej.

Czy Polska ma szanse, aby te dwa państwa mogły pomóc nam w realizacji koncepcji Międzymorza?

W przypadku Rumunii jak najbardziej. Przy czym trzeba zauważyć, że rozmawiamy hasłowo. Osobnego wykładu wymagałoby określenie jak należy rozumieć koncepcję Międzymorza. Samo hasło i nazwa w sposób bezpośredni kojarzą się z koncepcją z okresu międzywojennego. Jesteśmy 80 lat po fakcie narodzin tej idei i świat się zmienił w międzyczasie. W wymiarze wojskowym można podkreślić, iż Rumunia jest głównym obok Polski współarchitektem całej konstrukcji, że wspomnę tylko o szczycie bukaresztańskim z listopada 2015 roku i o „bukaresztańskiej dziewiątce”. To właśnie współpraca polsko-rumuńska stworzyła gremium państw wschodniej flanki NATO. W wymiarze wojskowym w ramach NATO, w naszym regionie Rumunia jest wręcz głównym partnerem i nie sądzę, by się coś w tej sytuacji zmieniło. Dochodzą do tego inne, rozmaite kwestie.

Co ma Pan na myśli?

Chociażby sprawę współpracy w zakresie energetycznym, co bardziej dotyczy szlaku południowego. Pamiętamy jeszcze z poprzedniej dekady szczyty GUAM. Mamy również plany dotyczące Via Carpatia. Mamy kwestię współpracy w łonie UE w zakresie próby kształtowania jej polityki wschodniej, koncepcję połączenia wysiłków w ramach grupy wyszechradzkiej, połączenia krajów bałtyckich z nordyckimi, z istotną rolą Rumunii jako uzupełniającą tę konstrukcję od strony Morza Czarnego. Sama koncepcja Międzymorza jest więc wielowymiarowa, o wielu płaszczyznach i że tak powiem o wielu prędkościach. Nie zawsze ta sama grupa państw współpracuje czy jak mamy nadzieję będzie współpracować na każdy z tych tematów z równą intensywnością. W przypadku Rumunii współpraca w zakresie wojskowym, wschodnim, transatlantyckim, a potencjalnie także komunikacyjnym (Via Carpatia) i jej dalsze perspektywy napawają optymizmem.

Dziękujemy za rozmowę.