Omar El-Bashir jest przy władzy w Sudanie od 1989 roku. Od tamtego czasu w wyniku wojny domowej na południu kraju zginęło ok. 2 mln ludzi. W ciągu ostatnich ośmiu lat w samym Darfurze zginęło 400 tys. osób, kolejne od 2,5 do 4 mln musiały porzucić swoje domy.

El-Bashir jest oskarżony o wspieranie islamskich milicji odpowiedzialnych za ludobójstwo, masowe rabunki i gwałty, a także polowanie na niewolników wywożonych na północ. Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze ma jutro wydać nakaz aresztowania bandyty – od roku starał się o to główny prokurator Trybunału, Louis Moreno-Ocampo.

Nie wydaje się jednak, by dyktator Sudanu został szybko dostarczony do Hagi. Przede wszystkim nie ma kto go pojmać i tam zawieźć. Europejczycy, gardłujący przeciwko łamaniu praw człowieka przez USA czy Izrael raczej do Afryki po zbrodniarza się nie pofatygują. W samym Sudanie niejeden człowiek chętnie dostarczyłby Hadze El-Bashira żywego, choć znając tamtejsze zwyczaje, chętniej martwego. Strach jednak liczyć na lokalnych watażków i pospolitych łowców głów. Aresztowanie El-Bashira przez walczącego o władzę w największym państwie Afryki wodza mogłoby doprowadzić do dalszej eskalacji konfliktu. Choć gorzej tam być chyba już nie może.

Czy dla żyjących w Darfurze chrześcijan i animistów nie ma już ratunku?

sks/livenet.ch

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »