Po urodzeniu dziecko dostało 0 w 10-stopniowej skali po narodzinach. Matka dziecka ocenia, że to wina lelarzy którzy zbyt długo zwlekali z decyzją o cesarskim cięciu. Natomiast ordynator oddziału położniczego twierdzi, że wcześniej nie było wskazań medycznych, by przeprowadzić operację.
O tym kolejnym już incydencie i barbarzyństwie polskiej służby zdrowia ministra Arłukowicza i Premiera RP Donalda Tuska, informuje TVN24. Prawie codziennie mamy do czynienia z medialnym nagłośnieniem podobnych przypadków w Polsce. Rodzice, dzieci po jednej stronie a po drugiej tragiczny stan polskiej służby zdrowia, na czele której stoi skompromitowany człowiek, Bartosz Arłukowicz.
Historia z Pleszewa jest przerażająca. Do szpitala. na oddział neonatologiczny w Pleszewie, trafiła dziewczynka w stanie krytycznym z niedotlenieniem całego organizmu. Rodzina dziecka zgłosiła sprawę do prokuratury. Jak mówi matka dziecka, karolina Luterek personel szpitala ją zaniedbywał. Mimo, że od porodu minął tydzień niemowlę wciąż jest w szpitalu. - Jest już wybudzone ze śpiączki, ale nie reaguje na żadne bodźce. Lekarze nie mówią żadnych pozytywnych rzeczy. Twierdzą, że stan Nadii jest bardzo ciężki i trzeba się przygotować na wszystko.
Dziadek dziecka również również ma pretensje do personelu szpitalnego: "Dziecko dostało 0 punktów na 10, czyli było praktycznie martwe. Nikt nie daje nam nadziei na to, że dziecko będzie żyło. Problem w tym, że tak się stało przy dziecku zdrowym przez okres całej ciąży. Tutaj nie ma przypadku, ktoś musiał tu zawinić.
Doktor Ryszard Bosacki, ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego w Pleszewie mówi natomiast: "W Polsce nie ma cięć na życzenie, każde cesarskie cięcie jest poważną operacją, dla której muszą być konkretne wskazania. W opinii zespołu nie było takich wskazań w tym przypadku. Dopiero gdy doszło do niedotlenienia, taka decyzja została podjęta i w ciągu kilku minut zostało wykonane cesarskie cięcie".
Miejmy nadzieję, że prokuratura zajmie się sprawą!
mod/Wprost/TVN24
