Fronda.pl: Ukraina ma nowego prezydenta i nie narzeka na brak wydarzeń. Bójki w parlamencie, uliczne demonstracje, ciąganie opozycji po sądach, naciski na dziennikarzy. Czy za prezydentury Wiktora Janukowycza Ukrainie grozi dyktatura?

Bogdan Kucharenko*: On ma takie zapędy. Może niekoniecznie dyktatorskie, ale autorytarne bez wątpienia. Janukowycz jest typem polityka siły, który chce czerpać splendory z pełnionego stanowiska, chce, żeby go się bano. Znana jest historia, jak za rządów Kuczmy pobił się z ówczesnym ministrem Medwedczukiem w poczekalni prezydenta. Jeden drugiemu zrobił uwagę i Janukowycz rzucił się na Medwedczuka z pięściami. Przed pomarańczową rewolucją, jako premier, uprawiał politykę zastraszania. W okolicach, które nie były jego strefą wpływów, czyli poza regionem Doniecka, zdejmował kadrę rządzącą – szefów milicji, inspekcji podatkowej i innych urzędów, a w ich miejsce umieszczał swoich ludzi. Wtedy ludzie naprawdę się bali, że będzie dyktatura, że będzie jeszcze gorzej niż za Kuczmy. W pewien sposób Janukowycz pomógł ludziom skonsolidować się wokół pomarańczowej rewolucji, bo wszyscy się przestraszyli, że jeszcze nie został prezydentem, a już ma taką władzę. Głupotą było oczekiwać, że po tych latach upokorzenia Janukowycz się zmieni. Dla niego było ogromnym upokorzeniem, że nie uznano jego wygranej w wyborach pięć lat temu.

A dlaczego zapędy dyktatorskie nie przeszkadzają mu w polityce zagranicznej?

Jest z założenia prorosyjski, ale potrafi być również prozachodni, jeśli odpowiada to jego kalkulacjom, uzyskaniu kredytów czy współpracy. Chce pokazać się społeczeństwu jako polityk skuteczny i pragmatyczny. W kwietniu zaczął rozmawiać o współpracy rosyjsko-ukraińskiej, a już pod koniec maja podpisze nową umowę o przyjaźni między państwami. W ciągu miesiąca załatwił coś takiego. Wiadomo, że jak się coś robi szybko, to raczej w dłuższej perspektywie nie przynosi to oczekiwanych skutków. Podpisanie umowy między państwami w ciągu miesiąca to zdecydowanie za szybko, bo nie wiadomo czy jest ona przemyślana i czyje interesy tak naprawdę chroni. To styl działania prezydenta Janukowycza. Być może czuje się tak mały wobec Rosji, bo urodził się w ZSRS i jakiś czas mieszkał poza granicami Ukrainy. Wielu Ukraińców nie podziela jego poglądów, ale jest na tyle wyrazisty, że można go kochać albo nie, ale każdy rozumie, o czym on mówi.

To znaczy o czym?

Nie zabiega o kwestie ideologiczne. Stworzył taki obraz, że cały czas załatwia problemy Ukrainy: gazu, floty, umowy międzypaństwowej, która ma polepszać nasze stosunki. Nie słyszałem, żeby w tej chwili mówił o czymś oderwanym od życia. Mówi o statusie socjalnym, podwyżkach dla emerytów, podwyższeniu stopy życiowej – to, co ludzie chcą usłyszeć. Czy jest w stanie to przeprowadzić, pozostaje pytaniem. To po trosze akcja piarowa, którą ludzie mają zapamiętać. Natomiast jeśli zapowiada, że 4 miliony osób dostaną podwyżkę, to wiadomo, że będzie inflacja, wzrost cen i taka podwyżka nie poprawi jakości życia. Dodatkowe 100 hrywien do emerytury od razu zniweluje podwyżka cen, bo rynek bardzo szybko reaguje na wszystkie rządowe podwyżki, ale ludzie i tak poczują wdzięczność dla Janukowycza, bo tamten nie dał, a ten dał. Janukowycz jest reprezentantem klasy oligarchów donieckich i ogólnie ukraińskich, a oni muszą dbać o swoje. Dlatego dąży do tego, żeby gospodarka jednak się rozwijała i wyznaczając Azarowa na premiera próbuje pokazać, że jest skuteczny. Azarow ma opinię osoby godnej zaufania, która wie, co robi, i jest w stanie to osiągnąć. Wielu Ukraińców głosowało na Janukowycza, bo już przed wyborami było wiadomo, że Azarow będzie premierem.

Skąd klęska poprzedniego prezydenta, Wiktora Juszczenki?

Jest takie chińskie powiedzenie. Mówisz mi raz – wierzę ci. Mówisz drugi raz – zastanawiam się. Mówisz po raz trzeci – już ci nie daję wiary. Juszczenko wiele naobiecywał, obiecał Unię, NATO, wzrost gospodarczy. Mówił, że stoi za nami cały świat demokratyczny. Prezydent nie może nie dotrzymywać obietnic. A co prezydent Juszczenko robił? Rozdawał ordery. Pisał, że Hołodomor to ludobójstwo narodu ukraińskiego.

Można było być prozachodnim demokratą, a jego nienawidzić za politykę, jaką prowadzi. To, co mówił, było niby prozachodnie, demokratyczne i sensowne, ale na Ukrainie w ogóle nie działało i wywoływało skutki przeciwne do zamierzonych. Dlatego ludzie, którzy przyznawali się do tych wartości, byli do niego w stuprocentowej opozycji.

Poza tym miękka prezydentura Juszczenki po prostu się sprzykrzyła. Ludzie odbierali ją jako jego słabość i niemoc. Nie wiedzieli, kto tak naprawdę rządzi w kraju, a trzeba pamiętać, że w ZSRS władza najwyższa zawsze budziła szacunek. Juszczenko w granicach demokracji zachodniej, tak jak ją rozumiał, zezwolił na wypowiadanie własnych sądów. Doprowadziło to do sytuacji, że w mediach można było go krytykować, czasem z użyciem wulgaryzmów.

Dlaczego Janukowycz stawia na Rosję?

Janukowycz, a właściwie premier Azarow, na tym oparł swój program, że Rosja to jedyny kraj sąsiedzki, który jest w stanie nabyć nasze technologie, nie tylko ziarno, olej czy ziemniaki. Nikt inny nie kupi ukraińskich Anów. Unia nie kupi, bo podobne modele ma Francja czy Szwecja. To nie będzie konkurencyjny produkt. Nie kupi ukraińskiego traktora czy kombajnu. Unia nie zainwestuje w fabryki samochodów na Ukrainie, żeby potem sprowadzać te samochody. Z kolei Pakistan czy Etiopia też Ana nie kupią, bo jest dla nich za drogi. Poza tym pamiętajmy, że klan oligarchów donieckich ma wielkie inwestycje w Rosji. Największy z nich, Rinat Achmetow, ma swoje fabryki także w Rosji i wiadomo, że każde antyrosyjskie posunięcie dla oligarchów oznacza niebezpieczeństwo utraty majątku w Federacji Rosyjskiej. To są grube miliony. O tym się nie mówi, ale przecież problem przez to nie znika. Poza tym ludzie nie wierzą, że jesteśmy w Unii chciani, że możemy w ogóle w niej być. A Janukowycz proponuje model znany, przyjaźń z Rosją.

Czy Ukraina stanie się kolonią rosyjską?

Nie. To sformułowanie z gruntu niesłuszne. Widzimy, że Łukaszenka, niby przyjaciel i sojusznik Rosji, realizuje własną politykę. Jak nie podoba mu się polityka rosyjska, to hałasuje, próbuje robić na złość, bo każdy tak naprawdę chciałby być panem własnego podwórka. Janukowycz też chce być pierwszym na Ukrainie. Związanie się z Rosją wynika z jego przeświadczenia o konieczności takich relacji, a po drugie z tego, że Rosja jest naszym największym sąsiadem, mamy z nią najdłuższą granicę, około połowy obrotu handlowego, stamtąd bierzemy ropę i gaz. Siłą rzeczy musimy przede wszystkim dbać o nasze stosunki z Rosją, bo wejście do Unii jest dla nas zamknięte, a w każdym razie przez wiele lat jeszcze nierealne. Kolonią rosyjską Ukraina nie zostanie przede wszystkim dlatego, że nie jest potrzebna Rosji jako część składowa, tylko jako państwo pod skrzydłami polityki rosyjskiej.

Co wyniknie z planów stworzenia rosyjsko-ukraińskiego konsorcjum energetycznego i przejęcia Naftogazu przez Gazprom?

Konsorcjum z Rosją nie jest dobre dla Ukrainy, ale w razie sprzeciwu Rosja zachodzi nas z drugiej strony – nie chcecie, żebyśmy to przejęli, chcecie niezawisłości, to płaćcie jak Europejczycy. Wiadomo, że cena będzie tylko rosła. Niestety taki wariant jest nierealny dla Ukrainy, bo wtedy cały jej przemysł stałby się nieopłacalny. Przy przestarzałym sposobie prowadzenia fabryk i zakładów chemicznych taka podwyżka uczyniłaby towar niekonkurencyjnym. Ukraina nie ma wielkiego pola do negocjacji. Myślę, że jakaś forma współpracy jest nieunikniona.

Czy warto było przedłużać umowę w sprawie Floty Czarnomorskiej?

Może zadam to pytanie inaczej. Podczas inwazji rosyjskiej na Gruzję rosyjska flota z Sewastopolu urządzała wypady na wybrzeże gruzińskie, ostrzeliwała je i przeprowadzała desanty. Ukraina jest sojusznikiem Gruzji, a na jej terenie znajduje się baza rosyjska. Czy ktoś pytał Ukrainę o zgodę, żeby flota rosyjska na terenie ukraińskim była wykorzystywana do walki z Gruzją? Czy gdy Juszczenko wyrażał sprzeciw w notach dyplomatycznych, Rosja się do tego ustosunkowała? Nie. I teraz pytanie: gdyby Janukowycz nie podpisał tego porozumienia i w 2017 roku by wygasło, to czy Rosjanie by się do tego ustosunkowali? Oni nie mają portu, do którego mogliby wyprowadzić te statki. Budują bazę w Noworosyjsku, jednak to wymaga dużych nakładów pieniężnych, których brakuje. A tak trzymają te statki w Sewastopolu i, znając życie, Ukraina nie jest w stanie wymóc na Rosji, żeby je stamtąd zabrała. Na siłę ich nie wyrzuci. Dlatego było dziwne, gdy Juszczenko mówił o wejściu do NATO, bo przecież Sojusz nie może przyjąć państwa, które ma na swoim terenie bazę wojskową państwa, które jest do Sojuszu źle nastawione.

Jakie reformy zamierzają przeprowadzić nowe władze? Czy w ogóle chcą coś zmieniać?

Dla Ukrainy lata prezydentury Janukowycza będą dobre, bo nowy prezydent zajmie się konkretami. Jest dużo niedociągnięć: mała ochrona rynku wewnętrznego. Nie rozwija się nawet produkcja, która jest normalna dla kraju. Produkcja na Ukrainie w ogóle nie funkcjonuje, bo ubranka dziecięce są z Chin, buty z Turcji, swetry z Syrii, farby z Polski, a ukraińskiego nie ma. I gdzie człowiek ma zarabiać na życie? Jeżeli pracować można tylko w usługach, przy remontach, na taksówce, w salonie telekomunikacji.

Produkcja cały czas była w złym stanie, a teraz zobaczmy. Ostatnio kijowska fabryka w Boryspolu sprzedała 800 autobusów Federacji Rosyjskiej i to jest też sukces Janukowycza, dlatego że sprzedanie takiej liczby autobusów jest możliwe tylko gdy między państwami są przyjazne stosunki. Rosjanie mogli kupić te autobusy choćby na Białorusi. A w Petersburgu władze zdecydowały, że wszystkie autobusy są szwedzkiej firmy Scania.

Czy zbliżenie z Rosją nie zepsuje Ukrainie relacji z UE? Czy rządowi naprawdę zależy wprowadzeniu ruchu bezwizowego, strefy wolnego handlu i demarkacji granicy z Rosją?

To fakt, że Ukraińcy chcieliby jeździć do Unii Europejskiej bez wiz i w niej mieszkać. W Doniecku chcą tego tak samo, jak we Lwowie. Pytanie, co na to władza. Jestem głęboko przekonany, że Janukowycz nie zadba, by te powszechne oczekiwania zostały spełnione. Nie obchodzi go, czy będą wizy, bo on i tak je dostanie. Spełnia wszystkie wygórowane kryteria, podobnie jak ludzie, których reprezentuje. Trzeba pamiętać, że giełda londyńska notuje przedsiębiorstwo Rinata Achmetowa z Doniecka. Donieccy oligarchowie mają swoje fabryki także w Unii. Od dawna uważają się za światowców.

Strefa wolnego handlu z Unią nie może istnieć przy jednoczesnej ścisłej współpracy z Rosją. Te dwie rzeczy nawzajem się wykluczają. Trzeba się określić - albo tu, albo tam. Unia zawsze była powściągliwa w wypowiedziach o współpracy z Ukrainą, więc każdy polityk ciągnie do Rosji. Nawet Juszczenko cały czas mówił, że Rosja jest naszym partnerem, musimy z nią dobrze żyć. Dlatego, że jeżeli Rosja nie kupi ukraińskich autobusów, tym bardziej nie zrobi tego Unia. Nie warto kłócić się z kimś w imię hipotetycznych korzyści. Prezydentura Juszczenki udowodniła, że naród tego nie akceptuje. 5 procent dla urzędującego prezydenta w powtórnych wyborach to żenujący wynik.

Unia przyznaje, że są postępy demokracji na Ukrainie, że można wyrażać własne poglądy, a prześladowania są raczej niezauważane, że Ukraina robi duży krok naprzód w kwestii praw człowieka. Unia ma też wielkie zastrzeżenia – choćby do łapówkarstwa i reformy sądownictwa. Nie wiemy, co z tego wyniknie. Prezydentura Janukowycza raczej nie będzie stawiała na rozwijanie i ujednolicanie norm prawnych. Autorytarny reżim raczej nie idzie z tym w parze. Uważam, że stosunki z Unią będą się pogarszały.

Czy jest w ogóle szansa na zmniejszenie korupcji?

Absolutnie nie. Korupcja była już za Stalina i nie sądzę, by mogło się to zmienić. Wszyscy wiedzą, że łapówkarstwo jest powszechne na uniwersytetach i w drogówce, że wszystkie przetargi łączą się z tzw. „otkatem" czyli działką od transakcji przekazaną pod stołem. Nie słyszy się, żeby ktoś trafił za to do więzienia, został skazany albo pozbawiono go stanowiska. W takiej sytuacji proceder raczej kwitnie, niż zanika. Czasami zwykły milicjant przyjeżdża do pracy nowym Volkswagenem, który kosztuje równowartość 10 lat pracy w drogówce. A on ma lat 28. To się rzuca w oczy, wszyscy wiedzą o co chodzi, a facet dalej pracuje. Korupcja nie zniknie, bo nie ma konsekwencji. Juszczenko obniżył milicjantom emerytury, próbował zbudować drogówkę od nowa, ale nie za bardzo mu się to udało, za to zniechęcił do siebie siły specjalne i służby mundurowe. Nie sądzę, by Janukowycz chciał to naśladować, bo wyciągnął wnioski. Poza tym milicja wspierała go na Majdanie Niepodległości w Kijowie. Nowy prezydent wie, że władza, która nie opiera się na służbach mundurowych, to żadna władza.

Przejdźmy do polityki historycznej. Jak Ukraińcy obchodzili 9 maja?

Tradycyjnie 9 maja jest parada zwycięstwa. Każdy zna ją od dzieciństwa. To tradycja z ZSRS, która została zachowana i przez każdego jest odbierana pozytywnie. Janukowycz ją kontynuuje, bo przytłaczająca większość społeczeństwa uważa, że Armia Czerwona, w której przecież było wielu Ukrainców, wyzwoliła Ukrainę. Nawet psychologicznie można to zrozumieć. Jesteśmy, jacy jesteśmy, troszkę biedni, bo poza Unią, a tu taki wyczyn! Wielka armia niemiecka została zdruzgotana! To moment, nad którym pastwić się nie wolno. Przypominanie o UPA, która kryła się po lasach i strzelała w plecy żołnierzom sowieckim, gdy odbywali wartę pod latarnią, w żaden sposób do społeczeństwa nie przemawia. Ta część historii nie została dokładnie pokazana. Po odzyskaniu niepodległości władze tego nie zrobiły, a po 20 latach temat przestał być aktualny i wracanie do niego cały czas to jak wietrzenie rany, które do niczego nie prowadzi.

Ostatnio prezydent Janukowycz oświadczył w Radzie Europy, że Wielki Głód nie był ludobójstwem.

Wielu ludzi nie uznaje go za ludobójstwo. Nawet w Parlamencie Europejskim nie wszyscy uznają Katyń czy Hołodomor za ludobójstwo. Ogólne przeświadczenie na Ukrainie jest takie, że terror był skierowany w stosunku do wielu osób, bo w ZSRS mówiło się o grupach społecznych, walce klas, a nie o narodowościach. Natomiast traktowanie Wielkiego Głodu jako ludobójstwa, podobnego do tego, którego Hitler dokonał na Żydach, na Ukrainie nie ma zrozumienia. Ludzie zginęli, więc upamiętniajmy im, ale ludzie nie widzą potrzeby, żeby teraz przepisywać wszystkie podręczniki, nagłaśniać sprawę i uczyć na uniwersytecie. Przy drogach stoją krzyże ku czci ofiar Hołodomoru, w podręcznikach się pisze, że to była próba wyniszczenia wsi ukraińskiej, która stawiała opór kolektywizacji. Ale nie postrzega się tego jako eksterminacji narodu. Janukowycz nie robi na tym akcentów. W żaden sposób nie zaprzecza, że coś takiego istniało, nie mówi, że nie złoży kwiatów na grobach. Ustępujący prezydent dopiero odchodząc stwierdził, że nie ma różnicy między UPA a Armią Czerwoną. Że jedni i drudzy bohaterowie walczyli o wolność Ukrainy. To są walki na słowa i wizje, których Janukowycz unika.

Jak wygląda sprawa wolności słowa na Ukrainie? Ostatnio dziennikarze stacji telewizyjnej STB skarżyli się, że ich materiały są cenzurowane.

Myślę, że cenzury będzie więcej, bo Janukowycz to silny polityk. On nie pozwoli, żeby się z niego śmiano, nad nim znęcano albo wystrychnięto na dudka, na co pozwalał były prezydent Juszczenko. Niestety media nie są wolne i w większości należą do grup finansowych i oligarchów. Reguły jeszcze nie są ustalone, ale uważam, że poziom cenzury będzie trochę wyższy. Władza porozumie się z osobami, które ustalają program telewizyjny i to się szybko zmieni. Myślę, że jest to około 10 osób i władza szybko znajdzie z nimi wspólny język.

A jak będzie z Euro 2012?

Na pewno wszystko będzie w porządku. Ani przez chwilę nie wątpiłem w powodzenie tego przedsięwzięcia i nikt na Ukrainie nie wątpi. To, co pokazują w polskiej telewizji, że Ukrainie odbiorą mistrzostwa, niestety jest propagandą, która ma podsycać narodowe uczucia. To totalna bzdura. Jest takie ogólnosłowiańskie przeświadczenie, że wszystko da się zrobić w ostatniej chwili. Z tego, co słyszałem, Janukowycz już ogłosił, że nie będzie żadnych przetargów, bawienia się, która firma da mniej, a zrobi to samo. Po prostu rząd wyasygnuje pieniądze i znajdą się na wszystko. Zatem stadiony na pewno będą gotowe na czas. Pozostaje problem hoteli, ale powiedzmy szczerze: Ukraina nie jest państwem bardzo bogatym i wybudowanie hoteli 4- i 5-gwiazdkowych jest zbyt kosztowne. Kto będzie później z nich korzystał? Państwo może dać na stadion, ale na hotel z założenia dać nie może. Chętnych inwestorów ukraińskich nie ma, bo nikt nie włoży pieniędzy w coś, co będzie przynosiło dochód przez kilka miesięcy, a potem nie wiadomo, co z tym będzie. Trzeba zrozumieć ukraińskie realia.

Jak układają się relacje z Rosjanami mieszkającymi na Ukrainie?

Ukraina jest podzielona pod względem narodowości. Na Krymie mieszkają Rosjanie i ludność zrusyfikowana. Dla nich czymś normalnym jest odbieranie Rosji jako swojego państwa. Należy pamiętać, że wojskowi w czasach ZSRS mogli sobie wybrać miejsce, w którym przejdą w stan spoczynku i spędzą swoje dni na emeryturze. Jest zrozumiałe, że ci, którzy służyli w Murmańsku albo na Dalekim Wschodzie, gdzie mieli lepsze pensje i rok służby zaliczano im za półtora roku, wybierali sobie Gruzję, Krym, Soczi. W ten sposób wielu byłych żołnierzy znalazło się na Krymie. Są z narodowości Rosjanami, urodzili się w rdzennej Rosji, przenieśli się tu z rodzinami i pozostali po rozpadzie ZSRS. Czują związek z Rosją, bo mają tam brata albo siostrę. Bo składali przysięgę ZSRS, a ZSRS to Rosja, to Moskwa.

Władze ukraińskie nie zrozumiały, że obywatela trzeba przywiązać do państwa przez pragmatyzm. A w rzeczach pragmatycznych państwo ukraińskie postępowało niezbyt roztropnie. Autonomię Krymu przyznano za czasów pierwszego prezydenta Ukrainy Krawczuka. Miała być apanażem dla jego zięcia, a okazało się, że lokalne wybory wygrał prorosyjski Jurij Mieszkow. To, co miało być fajną fuchą dla rodziny, po 20 latach okazało się niewypałem. Uznając odrębność Krymu przyznaje się, że jest inny od reszty Ukrainy. Tymczasem, choć Rosjanie nie są rdzennymi mieszkańcami Krymu, autonomia krymska jest de facto rosyjska.

Na początku lat 90. prezydent Krawczuk zdobył się na wielki gest. Przyjął Tatarów krymskich przesiedlonych do Uzbekistanu przez Stalina. Nadał obywatelstwo ponad 100 tysiącom ludzi, którzy wrócili na Krym w ramach repatriacji. Tylko że teraz nie wiadomo, co z nimi robić. Nie dostali nowych domów ani rekompensat pieniężnych. Juszczenko w ogóle się nie zajął ustaleniem statusu tatarskiego na Krymie, więc ludzie zaczęli brać sprawy we własne ręce. Załóżmy, że ktoś chciał odzyskać działkę, dawną ojcowiznę. Odmówiono mu mówiąc, że to strefa południowa Krymu, park narodowy czy coś podobnego. Po pół roku ta osoba widzi, że budują tam bar, restaurację czy hotel, i narasta w niej wzburzenie, złość na władze ukraińskie. W efekcie na Krymie nastąpiła seria zawłaszczeń ziemi. Ludzie niweczyli próby budowy hotelu czy restauracji na terenach, które uważali za swoje. Władze nie wyciągnęły z tego żadnego wniosku, bo Juszczenko przespał ten moment. A Janukowycz zapowiada, że to ureguluje. Myślę, że znajdzie na to jakiś sposób, choć pewnie nie do końca odpowiadający oczekiwaniom obydwu stron. Albo państwo odmówi rekompensat i przejmie prawa własności gruntów, albo wypłaci symboliczne rekompensaty.

Jak jest z religijnością Ukraińców i stosunkami między wiernymi różnych wyznań?

Każdy prezydent deklarował się jako prawosławny, chociaż żona Juszczenki jest unitką - było to zresztą nagłaśniane głównie podczas kampanii wyborczej, kiedy straszono ludzi Juszczenką i „złym Zachodem”. Janukowycz jako premier zawsze chętnie pomagał w odbudowie klasztorów. Twierdzi, że ma własnego spowiednika, że jest praktykującym prawosławnym. Ale u nas politycy najczęściej pokazują, że są wierzący, tylko wtedy, gdy wymaga tego PR. Na co dzień się z tym nie obnoszą, nie pokazują, do której z 3 cerkwi chodzą.

Natomiast jeśli chodzi o stosunki międzyludzkie, prawosławna większość w kontaktach z katolikami na ogół nie ma problemów, bo katolicy obrządku rzymskiego są słabi i porozrzucani. Grekokatlików jest więcej i są z nimi problemy w tym sensie, że Cerkiew prawosławna może się porozumieć z księdzem, ale z duchownym unickim już nie. Ten spór ciągnie się od czasów carskich. Do tego cały czas dochodzi sprawa majątku. To nie jest teraz bolesny temat, ale od czasu do czasu jest nagłaśniany, bo wiele cerkwi prawosławnych było kościołami unickimi i Kościół greckokatolicki chciałby, żeby państwo to uregulowało. Kuczma podpisał ustawę, że państwo zwróci majątek Kościołom albo wypłaci im odszkodowania, ale nikt tego nie wprowadził w życie.

Czy dojdzie do wcześniejszych wyborów?

Szczerze mówiąc, to bardzo możliwe, bo Janukowycz jest pewny zwycięstwa. Został wybrany na prezydenta, a obóz pomarańczowych jest skompromitowany. Zresztą już raz były wcześniejsze wybory, więc mamy precedens. Gdyby teraz udało mu się przetrzymać w więzieniu albo areszcie śledczym Julię Tymoszenko, to byłoby zgodnie z zasadą „uderz w pasterza, a rozproszą się jego owce”. W opozycji nie ma innych znaczących polityków poza Julią. Jest najbardziej wyrazistym i tak naprawdę jedynym przedstawicielem swojego obozu rozpoznawalnym wszędzie w kraju. Gdyby jej zabrakło, to wątpię, czy wybory przyniosłyby opozycji tyle głosów, co ostatnio.

Julii Tymoszenko broni podobno nie byle kto - adwokat Moniki Lewinsky.

Całkiem możliwe, przecież ona ma zięcia Anglika, piosenkarza rockowego. To nie jest uboga kobieta. Wynajęła w Anglii czarterowy samolot, który przyleciał z Londynu do Kijowa, żeby mogła polecieć na pogrzeb prezydenta Kaczyńskiego. Szkoda, że nie wygrała wyborów, dlatego że naprawdę reprezentuje tę lepszą część Ukrainy. Nie było kandydatów czarnych i białych. Każdy z nich jest po trochu uwikłany w konszachty z oligarchami, w gry polityczne, także Tymoszenko. Z pewnością jednak Julia Tymoszenko była kandydatem bardziej prozachodnim, postępowym i przejrzystym, dającym nadzieje na świetlaną przyszłość.

Co w obecnej sytuacji może zdziałać opozycja?

Stosowanie zachodnich metod walki w stosunku do Janukowycza zawodzi, ponieważ on musi wyczuć u przeciwnika siłę, żeby zacząć go szanować. Do przewidzenia było, że będzie targał Tymoszenko po sądach, bo nie przebaczy. Do przewidzenia było, że będzie twardy i nieustępliwy wobec Rady Najwyższej, bo taki jest z natury, nie jest łagodnym barankiem. Trzeba przypomnieć sobie bardzo znane powiedzenie Clausewitza, że „walcząc z barbarzyńcami pamiętajcie, że to nie są królewscy dragoni”. Każdy przeciwnik wymaga odpowiedniej taktyki.

*dr Bogdan Kucharenko – ukraiński historyk mieszkający w Polsce. Specjalizuje się w dziejach Kościoła na ziemiach b. ZSRS.

Rozmawiał Michał Jasiński

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »