Dla Donalda Tuska afera Amber Gold może skończyć się kompromitacją. Wszyscy już wiedzą, że skłamał na temat wiedzy o aferze Amber Gold. Teraz, by zachować dalej swoje stanowisko Tusk planuje podobno zmiany na stanowisku ABW. Chodzi o Krzysztofa Bondaryka, szefa tej instytucji.
- W mojej ocenie analityczno-wyprzedzające działania ABW w sprawie Amber Gold były powolne – stwierdził premier podczas słynnej sejmowej debaty. Czy aby na pewno? I dodał: - ABW trzeba przebudować w stronę służby informacyjnej, a nie konkurującej z innymi służbami policyjnymi.
"Ale nawet jeśli ABW zbyt późno zainteresowała się postacią Marcina P. i działalnością Amber Gold, to mimo wszystko notatka z tego, co agenci ustalili, znalazła się w kancelarii premiera 24 maja. Premier miał więc wystarczająco dużo czasu, aby się z nią zapoznać" - pisze "Polska The Times".
Premier szuka najbardziej opłacalnego (dla niego samego) wyjścia z tej sytuacji. Ponownie mamy do czynienia z szukaniem kozła ofiarnego. Niestety tutaj Premier może się przejechać, gdyż szef ABW to nie jakiś pionek, tylko cżłowiek o ogromnej wiedzy i kontaktach. I łatwo ze stołka szefowskiego nie zejdzie.
sm/Polska The Times

