Mimo wojny światów, która od lat 60-tych odbywa się intensywnie w amerykańskiej popkulturze, coraz rzadziej można spotkać w niej obraz realnego starcia między wiarą i niewiarą. Kwestie religijne coraz częściej są opakowywane w atrakcyjne dla oka obrazy, które spłycają przekaz. Również amerykańska telewizja nie „tyka” zbyt egzystencjalnych problemów w sposób poważny i godny. Tę pustkę postanowiła wypełnić, a jakże!, HBO, która przeniosła na ekran sztukę teatralną jednego z najwybitniejszych żyjących amerykańskich pisarzy- Cormaca McCarthego, który jest odpowiedzialny za takie dzieła jak „To nie jest kraj dla starych ludzi”, „ Droga” czy „Sodoma i Gomora”.
Przeniesiona na mały ekran przez Tommego Lee Jonesa sztuka McCarthego opowiada o nawróconym na chrześcijaństwo byłym bandycie ( Samuel L. Jackson), który ratuje przed próbą samobójczą profesora-ateistę (Tommy Lee Jones). Murzyński samarytanin zabiera niedoszłego samobójcę do swojego obskurnego mieszkania, w którym codziennie ratuje życie upadłym grzesznikom. Mimo, że profesor pragnie jak najszybciej opuścić mieszkanie, samarytanin zatrzymuje go. Rozpoczyna się batalia o duszę naukowca i…
-Kim ja tu jestem? Więźniem?- pyta profesor.
- Sam wiesz lepiej. Byłeś więźniem, jeszcze zanim tu przyszedłeś. Siedziałeś w celi śmierci- odpowiada mu samarytanin.
Każdy, kto zna dzieła McCarthy’ego wie, że finał jego opowieści zawsze są nieprzewidywalne w ich przewidywalności. Może to powoduje, że odbywająca się na naszych oczach batalia ( akcja nie wychodzi poza ściany mieszkania) jest tak niesamowicie wciągająca. Bez wątpienia jest to zasługa wielkich kreacji aktorskich geniuszy ekranu: weterana Tommego Lee Jonesa i (głęboko wierzącego na co dzień) Samuela L. Jacksona. To właśnie ci znakomici artyści powodują, że nawet przyzwyczajony do obrazów rodem z MTV widz nie odrywa wzroku od 90 minutowej rozmowy o sensie życia, humanizmie, religii i zwątpieniu. Właśnie zwątpienie jest najistotniejszą częścią historii. To właśnie ono będzie decydującym ciosem w tej duchowej batalii.
-Mam wszystko czego mi potrzeba. Resztę i tak ukradną ćpuny- mówi o swoim dobytku były kryminalista, który w Jezusie odnalazł sens życia.
-Zachodnia cywilizacja zamieniła się w dym w Dachau- uważa zaś profesor.

Prostota chrześcijaństwa zderza się z nieumiejętnością poradzenia sobie z bezsensem życia naładowanego „mądrościami” intelektualisty. Sens duchowej walki i najmocniejsze ciosy, które zadają bohaterowie, widać jednak tylko „między słowami”. To właśnie minimalne gesty ( jak smakowity posiłek przygotowany przez wyznawcę Jezusa) zastępują gongi znane z ringu bokserskiego. McCarthy pozbawia swoich bohaterów nawet imion by nie odciągać widza od tego co w ich batalii jest istotne. „Pokaż mi religię, która przygotowuje do nicości, to się nawrócę”- krzyczy profesor. Nicość niczym conradowska „zgroza” jest ciągle pojawiającym się elementem twórczości twórcy „Sunset limited”. Jest ona również obecna w mieszkaniu samarytanina, który robi wszystko by zapełnił ją Jezus. Jedno jest jednak pewne…to nie jest miejsce dla bohaterów Chestertona…
Łukasz Adamski

