Jego zdaniem, o ile bliskowschodnie monarchie zachowują możliwość reformy i przeżycia, o tyle arabskie republiki, w których rządzą satrapowie muszą szykować się do upadku. A pierwszą na liście krajów o potencjale rewolucyjnym jest właśnie Syria.

Występują w niej wszystkie te elementy, które doprowadziły do przewrotów w Tunezji, Egipcie i Libii. Są tam i represje i gigantyczna korupcja i rządy rodzinne. Choć w Syrii władzę z ojca na syna udało się już przekazać, to ogrom ofiar, jakie rządy obu panów za sobą pociągnęłz może doprowadzić do próby krwawej zemsty i zmiany władzy.

Syria, nawet na tle rządzonych strachem republik arabskich, jest wyjątkowo okrutna. Assad jest mniej krwawy tylko od Saddama Husajna – podkreśla Adams. I jeśli w jego kraju dojdzie do rewolty, to bez wątpienia zacznie on strzelać do swoich obywateli.

Inaczej niż w Egipcie trudno też dostrzec, jakiekolwiek amerykańskie korzyści w podtrzymywaniu dyktatury Assadów. Ich polityka sprawia bowiem, że Syria jest świetnym miejscem dla kształcenia i formowania terrorystów, którzy późnie wyruszają do zabijania Amerykanów, choćby w Iraku. Nie bez znaczenia jest także to, że w przypadku upadku zbrodniczego klanu Iran straci bliskiego sojusznika.

Samuel Bracławski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »