Dla polskiego katolika zetknięcie się z kościołem zachodnioeuropejskim może być szokiem i jednocześnie powodem do dumy. Kilka lat temu uczestniczyłem we mszy św. w belgijskim Charleroix. Kościół wbity między dwa domy handlowe był trudny do znalezienia. We mszy uczestniczyło kilkanaście osób. Odnosiło się wrażenie, że to już schyłek chrześcijaństwa. Kilka tygodni temu byłem we Włoszech. Ludzi mnóstwo, ale Eucharystia jakby straciła swoje sacrum, ludzie nie przyklękają przy Modlitwie Eucharystycznej, świeccy rozdają komunię wyłącznie na rękę. Wtedy rzeczywiście tęskni się za domem i jest się dumnym z rodzimej religijności.
Jednak także w Polsce z roku na rok coraz mniej ludzi uczestniczy w niedzielnej Eucharystii, coraz mniej osób deklaruje wiarę w Boga, a ataki na Kościół są coraz bardziej bezczelne i agresywne. Wielu publicystów katolickich ostrzega, że Polska podzieli los Portugalii, Hiszpanii czy Włoch, gdzie procesy sekularyzacyjne doprowadziły do stopniowego wypierania katolików z życia publicznego. Niestety nie sposób się z tym zagrożeniem nie zgodzić.
Zarówno media, jak i politycy przyjęły sobie cel dążenia za wszelką cenę do zrównania poziomu życia Polaków, do tego znanego z państw Europy Zachodniej. Temu czarowi ulegli niemal wszyscy rodacy, narzekający, że zarobki nie są jeszcze tak wysokie jak w sąsiednich Niemczech czy Wielkiej Brytanii. Zapominamy, że Polska i bez tego należy do najbogatszych krajów świata, a ciągłe bogacenie się niekoniecznie musi wyjść Polakom na dobre. Przecież dochodzi do tego, że za wzór religijności do naśladowania już dziś stawia się nam za przykład Węgrów czy egzotycznych Kolumbijczyków.
Przyczyny sekularyzacji
Jako akademickie przyczyny sekularyzacji podaje się zwykle stereotypowe przekonaniu, że ludzkość wskutek rozwoju nauki staje się coraz mniej religijna, jakby między nauką i religią istniał jakiś konflikt. Oczywiście ten argument wydaje się z logicznego punktu widzenia fałszywy, bowiem nauka i religia zajmują się zupełnie innymi wycinkami rzeczywistości.
Znacznie ciekawszy jest pogląd, że człowiek jest stopniowo pozbawiany niepewności jutra, dzięki rozwojowi techniki i wzrostowi dobrobytu. Ja upatrywałbym właśnie w tym ostatnim – wzrastającej zamożności społeczeństw, głównego czynnika odchodzenia współczesnego człowieka od wiary. Naturalnie można wymienić więcej czynników, na przykład totalną defensywę współczesnego chrześcijaństwa w toczącej się wojnie kulturowej. Kultura, ogniś opierająca się na religii, dziś nie tylko neguje obecność Boga w życiu człowieka, ale traktuje ją jako coś wstydliwego i nieporządanego. Z trzech wrogów człowieka: ciała, świata i demona, najgroźniejszym wrogiem się on sam, podnosząc ciało do rangi bóstwa, chcąc w sposób nieograniczony korzystać z wolności, zatracając się w materializmie hedonistycznym, czyli w konsumpcjonizmie.
Z pewnością zauważalny jest kryzys wiary po II Soborze Watykańskim, oczywiście w sensie czasowym. Społeczeństwa Zachodu wymagają już nie nowej ewangelizacji, ale re-ewangelizacji. W Stanach Zjednoczonych liczba katolików nie akceptujących nauki Kościoła dotyczącej seksualności wzrosła z niespełna 10 proc. do ponad 70 proc. Liczba powołań spadła czterokrotnie. Jedynie co trzeci katolik wierzy w obecność Chrystusa w Eucharystii.
W Europie Zachodniej jest jeszcze gorzej. W Niemczech Wschodnich zaledwie 10 proc. populacji jest ochrzczona. We Francji w niedzielnej Mszy św. uczestniczy jedynie 14 proc. dorosłych i 7 proc. młodzieży. Połowa katolików nie wierzy w zmartwychwstanie, ale co piąty wierzy reinkarnację. W Afryce czy Ameryce Południowej bardzo duża część chrześcijan popada w herezję łącząc obrzędy katolickie z okultyzmem.
Religijność a globalizacja
Wydaje się więc, że wzrost światowego bogactwa może powodować, że ludziom żyje się coraz lepiej, a więc łatwiej zapomina się o Stwórcy. Fałszywy jest pogląd, że za sekularyzacją stoi inny proces – globalizacja. Nie zauważa się, że proces integracji nie byłby możliwy bez chrześcijaństwa. To właśnie nauka Chrystusa, znosząca odwieczny podział na Żydów i pogan, z paradygmatem ewangelizacji narodów świata i gwarantująca wiernym zbawienie bez względu na stan, kolor skóry czy płeć, w dużej mierze przyczyniła się do globalizacji.
Także globalizacja, rozumiana jako otwarcie na świat, nie sprzyja sekularyzacji. Jest dokładnie odwrotnie – liderami globalizacji są kraje konserwatywne o tradycyjnych wartościach – Włochy, Portugalia, Hiszpania, Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone. Natomiast kraje odcinające się od świata np. Iran czy Ukraina borykają się z coraz większą utratą wiary wśród obywateli, niezależnie od obowiązującej religii.
Upatrywanie więc źródła sekularyzacji w wyłącznie w procesie globalizacji jest mylne. Jednakże wzrost dobrobytu materialnego wskutek globalizacji, może być niewątpliwie jednym z istotnych czynników. Dobrym przykładem może być Japonia – obecnie jeden z najbardziej ateistycznych krajów świata. Japończycy są narodem wymierającym, młode Japonki nie chcą rodzić dzieci. Mimo że żyją na jednym z najwyższych poziomów bogactwa na świecie, od ponad 20. lat borykają z kryzysem ekonomicznym.
Japonia była krajem zamkniętym na świat. Dopiero w wieku XIX porzucono politykę izolacjonizmu, co skończyło się wojnami z sąsiadami. Po II wojnie światowej Japończycy osiągnęli niebywały sukces gospodarczy, stając się światową potęgą. Jednakże w latach 90. ubiegłego stulecia pękła spekulacyjna bańka na rynku kapitałowym i w nieruchomościach. Pojawiła się silna konkurencja ze strony innych krajów azjatyckich – Chin i Korei Południowej. Japończycy w bardzo ograniczonym stopniu jak na swoje możliwości skorzystali z globalizacji, skupiając się na tworzeniu dobrobytu materialnego. Pozbawiony polityki prorodzinnej i łożący jedyną nadzieję w doczesności, naród japoński znalazł się na krawędzi.
Świat traci wiarę w Boga
Pewne światło na tę kwestię rzucają badania socjologiczne prowadzone przez Uniwersytet w Chicago. Ankiety zostały zrobione w 2008 r. w 18 krajach świata. Wynika z nich, że wyższy stopień wiary w Boga od Polaków mają mieszkańcy Izraela, Chile i Filipin. Zaledwie 62 proc. Polaków nie ma żadnych wątpliwości, że Bóg istnieje. Tuż za nami plasują się Amerykanie i Cypryjczycy. Natomiast największymi ateistami są Wschodni Niemcy, Czesi, następnie, co szokuje – Francuzi, Holendrzy, a następnie Szwedzi, Łotysze i Brytyjczycy.
Pocieszające, że tylko niespełna 2 proc. Polaków nigdy nie wierzyło w Boga, niestety nigdy nie miało w sobie wiary aż 60 proc. Niemców ze wschodnich landów, ponad połowa Czechów, ponad 30 proc. Szwedów i prawie tyle samo Łotyszy. W Boga Osobowego wierzy ponad 90 proc. mieszkańców Filipin, 67,5 proc. Amerykanów i blisko 60 proc. naszych rodaków. Jednak, gdy podsumujemy wszystkie elementy jednocześnie, bezwarunkową wiarę w Osobowego Boga podczas całego życia okazuje się, że Polacy są mniej wierzący nie tylko od Żydów, Amerykanów, Cypryjczyków, Chilijczyków czy Filipińczyków, ale także od Słowaków i Irlandczyków. Zupełny brak deklaracji wiary – na poziomie 2-3 proc. jest natomiast u naszych sąsiadów zza Odry i w Japonii.
Bardzo interesująco wyglądają także badania zmienności przekonań religijnych na przestrzeni ostatnich 20 lat. Okazuje się, że transformacja ustrojowa doprowadziła do masowego ateizmu w Czechach i na Łotwie, gdzie w okresie 1998-2008 liczba ateistów wzrosła odpowiednio o 18,4 i 9,1 proc. Natomiast sekularyzacja w Polsce i na Węgrzech przebiega na poziomie innych krajów katolickich – Włoch czy Hiszpanii, czyli liczba wyznających wiarę w Boga spada o ponad 1 proc. w ciągu dekady.
Istnieją we współczesnym świecie trendy odwrotne. Liczba ateistów w Rosji w okresie 1991-2008 spadła łącznie o 23,4 proc., natomiast także w tych krajach, gdzie ateizm jest największy – Wschodnich Niemczech czy Japonii, liczba niewierzących symbolicznie się obniża. Chwieje się natomiast pewność w istnienie Stwórcy, która spadła w ostatniej dekadzie prowadzonego badania o ok. 10 proc. w takich krajach jak Austria czy Portugalia.
Nie bez znaczenia przy omawianych trendach są tendencje demograficzne. Ludzie wierzący po prostu wymierają, a pokolenia, które ich zastępują są ateistyczne. W przypadku Polski wiarę w Boga deklaruje aż 80 proc. osób po 68 roku życia, a tylko niespełna połowa przed 28 rokiem życia. Bulwersujące jest, że w Boga nie wierzy prawie nikt z młodych Niemców i zaledwie 2 proc. młodych Japończyków. Niewielką różnicę pokoleniową widać w USA, natomiast łaskę wiary odzyskują mieszkańcy Izraela, gdzie wśród młodych jest więcej wierzących niż wśród starszej części społeczeństwa. W tradycyjnych krajach katolickich – we Włoszech, Irlandii, Cyprze czy Polsce wśród seniorów niemal nie znajdziemy takich, którzy wątpili przez całe życie. Polska notuje także jeden z najniższych wskaźników religijnego sceptycyzmu wśród młodzieży. Wstrząsające są natomiast trendy w Czechach czy Wschodnich Niemczech, gdzie ponad 2/3 najmłodszej populacji nigdy nie przekroczyło materialnego wymiaru swojej egzystencji.
Dokąd zmierzasz Polsko?
Badania wykazują jednoznacznie, że świat traci wiarę w Boga. Na szczęście nie jest to widoczne aż tak w Polsce i mamy wystarczająco dużo czasu, aby zatrzymać niekorzystne trendy. Zgadzam się z diagnozą, że w warstwie duchowej ludzie przestają wierzyć, ponieważ nie spotkali jeszcze Chrystusa, nie doświadczają osobowej relacji z Bogiem, mocy Ducha Świętego i miłości wspólnoty chrześcijańskiej.
W warstwie materialnej zaś zachłysnęli się dobrobytem, zakochali się w konsumpcji, nieograniczonej wolności i ułudzie tego świata. Dlatego świadomi tych zagrożeń Polacy powinni przestać z uporem oddawać się tęsknotom za dogonieniem krajów zachodnioeuropejskich w sferze ekonomicznej. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że nasza wiara okaże się zbyt mała, aby stawić czoła pokusom nowoczesnej rzeczywistości.
Tomasz Teluk
