Jak relacjonuje Jacek Cieślak ("Rzeczpospolita"), show amerykańskiej piosenkarki "prowokował brutalnością i bluźnierczą stylistyką, ale był lepszy od naszej martyrologii na Euro". "Amerykańska gwiazda grzeszy głównie pychą. Nie chce być już tylko królową pop. Marzy, by stać się trzema osobami w jednej postaci: filozofem, duchowym liderem i przywódcą rewolucji obyczajowej" - relacjonuje dziennikarz. I znów fani Madonny zostali uraczeni wygibasami krewkiej 54-latki, która nie zważając na to, że najlepsze lata ma już za sobą, próbowała wykrzesać dla rozradowanego tłumu resztki gasnącego seksapilu.

 

Są jednak i tacy, na których wytęp piosenkarski zrobił wrażenie. "Komentarze, że najnowszy spektakl Madonny to frontalny atak na zmysły, nie były przesadzone. Artystka do perfekcji doprowadziła technologiczno-scenograficzno-wizualne rozbuchanie. Z każdą kolejną trasą jest coraz bardziej kosmicznie. I brutalnie, i zmysłowo. Tak było też wczoraj na Stadionie Narodowym" - relacjonuje Łukasz Kamiński dla "Gazety Wyborczej".

 

Oczywiście redaktor z Czerskiej uważa, że wybór dat koncertów piosenkarki jest czystym dziełem przypadku. Zarówno 3 lata temu, gdy Madonna wystąpiła 15 sierpnia w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, jak i teraz, gdy skandalizująca artystka wystąpiła w 68. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. "Wyznawcy teorii spiskowych twierdzić będą, że to celowe działanie artystki, która ma w pogardzie już to naszą historię, już to wiarę, fani cieszyć się będą z tego, że Madonna na dobre chyba wpisała Polskę w swój grafik koncertowy".

 

Może jestem "wyznawcą teorii spiskowych", ale czy mówimy o tej samej artystce? Czy to nie ta sama Madonna, której koncert w 2009 r., był promowany hasłem: "W tym kraju nie ma miejsca dla dwóch królowych"? Czy wspomniane hasło nie reklamowało występu w dniu wielkiego święta maryjnego? Zapewne o tym już publicysta "Gazety Wyborczej" nie pamiętał. A raczej nie chciał pamiętać.

 

Aleksander Majewski