O zupełnej niewydolności ustawy o repatriacji z 2000 roku informuje w „Naszym Dzienniku" Aleksandra Ślusarek, przewodnicząca Związku Repatriantów Rzeczypospolitej.

- Dotychczasowe normy skutkują praktycznie zamieraniem tego procesu. Kryzys ten spowodowany jest wieloma czynnikami, począwszy od samej ustawy o repatriacji, przez brak odpowiednich umów międzynarodowych zabezpieczających sferę rent i emerytur aż po problemy adaptacyjne - tłumaczy.

Związek niejednokrotnie zwracał uwagę na konieczność zmiany ustawy repatriacyjnej, a w szczególności jej zapisów, z których wynika, że Rzeczpospolita Polska nie jest zainteresowana Polonią zamieszkującą tereny byłego ZSRS.

- Krzywdzącym i haniebnym jest fakt utrzymywania przepisów, w których etyczną odpowiedzialność za repatriację zrzuca się na władze samorządowe. Wzorem innych cywilizowanych państw Europy ustawę tę powinno się realizować na poziomie centralnym - podkreśla Ślusarek. Zwraca uwagę na konieczność uregulowania spraw emerytalno-rentowych oraz umów o zabezpieczeniu społecznym między Polską a krajami, w których żyją potencjalni repatrianci.

Szczególnie drastyczny jest przypadek Izydora Baranieckiego zamieszkałego w Bornem Sulinowie, urodzonego w 1933 roku. - Ten Polak, syn legionisty, z wykształceniem wyższym pedagogicznym, o czterdziestoośmioletnim stażu pracy w Kazachstanie, otrzymuje obecnie w Polsce emeryturę o najniższej wysokości - 636 złotych. Jeżeli weźmiemy pod uwagę jego stałe wydatki: czynsz miesięczny - 400 zł, oraz opłaty za leki, pozostaje na życie 30 zł - mówi dla "ND" dr Robert Wyszyński socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Podczas wczorajszego posiedzenia sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą, ZRR przekazał te informacje posłom. Wystosowano również petycję do władz RP, w której zaapelowano o rozwiązania prawne umożliwiające sprawny proces repatriacji.

 

MaRo/ND

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »