- Nie widziałem takiego pisma - powiedział ambasador Federacji Rosyjskiej w Warszawie Władimir Grinin , pytany przez polskich dziennikarzy czy do kierowanej przez niego placówki wpłynęło pismo z kancelarii Lecha Kaczyńskiego w sprawie jego udziału obchodach 70. rocznicy zbrodni w Katyniu. Działo się to w sobotę, podczas dnia otwartego rosyjskiej ambasady. Zwykle ani placówka, ani rosyjski ambasador nie są łatwo dostępni dla polskich dziennikarzy.
I ta krótka wypowiedź spowodowała burzę. - To oczywista nieprawda. Rosyjski ambasador włącza się w sprawy wewnętrzne w Polsce. Pytam pana ambasadora: czemu wprowadza w błąd polską opinię publiczną? - ripostował później szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego Aleksander Szczygło.
- W uroczystościach w Katyniu powinien wziąć udział zarówno prezydent, jak i premier. Nie jest ważne, kto będzie stał na czele delegacji. Nie o to w tym chodzi - starał się załagodzić spór między ambasadą rosyjską a Kancelarią Prezydenta rzecznik rządu Paweł Graś. Natomiast MSZ dodało ustami swojego rzecznika, że taki list Kancelaria Prezdydenta powinna wysłac bezpośrednio do kancelarii prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa.
W odpowiedzi ambasada rosyjska wycofała się z wcześniejszego stanowiska, ale tylko częściowo. Na stronie internetowej ambasady pojawił się komunikat (pisownia oryginalna): "W swojej odpowiedzi Ambasador Rosji powiedział, że Ambasada nie otrzymała żadnych konkretnych propozycji w sprawie udziału Prezydenta Polski w uroczystościach w Katyniu. Jak również nie było ich w piśmie Kancelarii Prezydenta Polski. Co dotyczy zamiaru L.Kaczyńskiego złożyć wizytę w Katyniu, o tym, oczywiście, wiemy."
Jak doszło do takiego zapętlenia sytuacji? Obchody w Katyniu jak co roku organizuje Rada Pamięci, Ochrony Walk i Męczeństwa. A rosyjski MSZ przedstawił telefon Putina do Tuska jak zaproszenie rosyjskiego gospodarza dla polskiego gościa. Ponadto nie było takiego "zaproszenia" ze strony prezydenta Miedwiediewa do prezydenta Kaczyńskiego. Moskwa oficjalnie poinformowała też, że prezydent Rosji nie wybiera się do Katynia. To w praktyce obniżało dyplomatyczną rangę uroczystości katyńskich.
Prezydent Lech Kaczyński do Katynia się jednak wybiera. Tyle, że aby taka wizyta została uznana za oficjalną, a nie prywatną, musiałaby najpierw zostać o tym poinformowana strona rosyjską. Dotychczas, także za poprzednich prezydentów, nie było z tym problemu, strona rosyjska zgodnie z uzgodnionymi w latach 90. zasadami, akceptowała fakt, że jeśli tylko wyraził taką wolę, to na czele polskiej delegacji różnych uroczystości w Katyniu, jak głowa państwa wybrana w powszechnych wyborach, stawał prezydent - Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, czy Lech Kaczyński, który za swojej prezydentury już uczestniczył w obchodach w Katyniu.
Tym razem ze strony rosyjskiej panowało jednak w sprawie przyjazdu prezydenta milczenie. Milczenia nie było jednak w polskiej polityce, przedstawiciele prezydenta i PiS zarzucali PO, że dla wizerunkowego sukcesu i pognębienia prezydenta nie chce, by w spotkaniu Putina i Tuska nad grobami polskich oficerów zamordowanych przez NKWD "przeszkadzał" Lech Kaczyński.
Z kolei politycy PO odpowiadali, że PiS i prezydent jak zwykle szukają dziury w całym i kierują się niechęcią zarówno do premiera Tuska, jak i premiera Putina. Jednocześnie politycy PO nie kwestionowali bezpośrednio prawa prezydenta do udziału w obchodach w Katyniu, choć wyraźnie starali się podkreślać rolę premiera w relacjach polsko-rosyjskich. W pewnym momencie do tego politycznego medialnego szumu włączył się rosyjski ambasador. Po negatywnej reakcji na swoje słowa obwinił o zamieszanie dziennikarzy. Jak ocenią to polscy politycy i polska opinia publiczna? Czas pokaże.
Na razie nie można odmówić analitycznych zdolności Janowi Rokicie, który przewidział polityczny zamęt w Polsce, jaki wywoła decyzja Putina o przyjeździe do Katynia. " Putin w Katyniu? Można odnieść wrażenie, że świat po raz kolejny stanął na głowie. Dotąd bowiem funkcjonariusze KGB przybywali do lasu położonego k. stacji Gniazdowo tylko w dwóch celach: albo, by zabijać, albo by wypoczywać w willi stojącej na miejscu straceń - pisał między innymi w swoim felietonie w "Dzienniku Gazecie Prawnej" jeszcze przed oświadczeniem rosyjskiego ambasadora.
I kontynuował: "Sprawa dotyczy także polityki wewnątrzpolskiej. Było i jest oczywiste, że w uroczystościach katyńskich zechce wziąć udział prezydent Lech Kaczyński, tak z racji pryncypialnych - w roli strażnika narodowej pamięci, jak i taktycznych - jako kandydat do tegorocznej reelekcji. Dobrze by było, aby wspólna niechęć premierów Polski i Rosji do Kaczyńskiego nie zaowocowała małostkowym planem utrudnienia mu owej obecności pod jakimś protokolarno-fałszywym pretekstem (np. spotkania w randze premierów, a nie prezydentów). Wtedy bowiem wewnątrzpolska i nie całkiem poważna kwestia może się okazać bardziej pierwszorzędna od pamięci o zamordowanych oficerach".
MaH
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

