Na temat
Jedni twierdzą, że Kościół ma mówić tylko o Ewangelii. Oburzenie więc budzą takie sytuacje, kiedy głos pojedynczych duchownych czy całego episkopatu, konkretnie brzmi w sprawach związanych z polityką.
Mocną stroną tego poglądu jest zwrócenie uwagi na to, co powinno być treścią i sednem życia Kościoła, katolików. Słabą zaś fakt, że bardzo często życie polityczne wiąże się z wartościami obecnymi również w wierze, w Ewangelii. Czy zatem odkoszenie się do tego rodzaju problematyki słusznie można uznać za ‘zajmowanie się polityką’?
Inni zauważają, że ze względu na fakt, iż społeczeństwo siłą rzeczy jest organizacją polityczną, nie ma możliwości ścisłego odseparowania tych jego elementów. Zatem głos Kościoła powinien być wyraźny i odnosić się do poszczególnych aspektów życia politycznego społeczeństwa, a szczególnie katolików. Zdarza się nawet, że to osoby świeckie mają żal do swoich duszpasterzy, że nie wypowiadają się publicznie w sprawach związanych z tą materią.
Mocną stroną tego spojrzenia jest zwrócenie uwagi na prawdę, że w życiu politycznym jest wiele aspektów, które katolik powinien czynnie popierać lub negować. Słabą zaś ryzyko niewłaściwego przewartościowania i utożsamienia Kościoła z jedną, konkretną opcją polityczną.
Zrozumiałym więc pozostaje, że trudno w tej materii o konsensus. Osobiście przez kilka lat swojej posługi nigdy publicznie nie wypowiedziałem się na żaden z tematów politycznych. Owszem – ujawniałem własne poglądy w kwestiach etycznych czy dotyczących świata wartości. Zdarzało się nawet, że tłem takich treści były konkretne wydarzenia z życia publicznego. Nie uważam jednak by był to rodzaj uprawiania polityki. Wydaje mi się naturalnym, że w sprawach ważnych i budzących rożne opinie dyskusja i wymiana argumentów są pozytywne i potrzebne. Dziwnym byłoby, gdyby w tego typu przypadkach i Kościół i katolicy (w tym duchowni) pozostawali niemi. Innym zagadnieniem pozostaje ocena, które sprawy warto poruszyć, a które się do tego nie nadają.
Pierwsze wnioski
Wróćmy jednak do pytania wyjściowego. Czy księża powinni zajmować się polityką? Moja opinia w tej kwestii jest jednoznaczna: Nie powinni. Uważam jednocześnie – jak to już zaznaczyłem – że ogromnym nadużyciem jest twierdzenie, że wszelka aktywność w sprawach publicznych jest ‘zajmowaniem się polityką’. W takim wypadku należałoby odebrać księżom czynne prawo wyborcze. Skoro oddaję głos na danego kandydata lub opcję polityczną – wyraźnie zajmuję się sferą polityki! Wystarczy dodać, że duchowni w Polsce, zgodnie z prawem Kościoła, nie korzystają z biernego prawa wyborczego. A wiemy przecież, że przez długą historię naszego Narodu byli nie tylko doradcami królów, ale także parlamentarzystami (jak do dziś jest np. w Zjednoczonym Królestwie).
Za i przeciw
Jeżeli jednak duchowni nie powinni zajmować się polityką, ale jednocześnie nie można uczciwie powiedzieć, że każda aktywność na tym polu jest tego rodzaju działaniem, to czego warto się wystrzegać? Pozwolę sobie na podanie trzech argumentów, które osobiście uważam za ważne.
1. Księża nie powinni być utożsamiani z konkretną partią. Błędem jest taki sposób zabierania głosu, w którym wyraźnie promuje się to czy inne ugrupowanie. A przecież w naszym społeczeństwie możemy zaobserwować takie sytuacje. Co ciekawe – nie dotyczą one zaangażowania na rzecz tylko jednej opcji. Stąd również wziął się – moim zdaniem sztucznie dzielący wierzących – podział na Kościół ‘łagiewnicki’ i ‘toruński’.
2. Ambona nie powinna służyć politykom. Naturalną wydaje się sytuacja, kiedy w takich czy innych okolicznościach polityk, może bardziej urzędnik państwa polskiego, korzysta z ambony mówiąc o sprawach społecznych, związanych z Narodem. Trudno mi jednak zaakceptować stan, kiedy wypowiedź ma służyć promowaniu własnej osoby lub partii.
3. Politycy nie powinni instrumentalnie wykorzystywać Kościoła do własnych celów. Jest to szczególnie widoczne w okresie kampanii wyborczych, gdy różne postacie ‘lansują się’ w Kościele. I dotyczy postaci od prawa do lewa. Takie działanie siłą rzeczy jest nieetyczne. Tym bardziej w sytuacji, kiedy codzienność życia danej osoby niewiele ma wspólnego z chrześcijaństwem.
Jakie zatem działania można uznać za słuszne? Oto moje osobiste spojrzenie na tę kwestię.
1. Księża powinni odwoływać się do wartości. Nie istniej taki system społeczny lub partyjny, który nie opierałby się na wartościach. Naturalnym więc jest, że w ich bogatym przekroju znajdziemy odległe i wrogie chrześcijaństwu, stosunkowo neutralne wobec niego oraz bliskie mu i oparte o wartości ewangeliczne. Słuszną jest taka sytuacja, kiedy aktywność osoby duchownej jest umotywowana chęcią przypomnienia, że Jezus Chrystus nie był osobą niemą. I że zostawił Ewangelię, która jest zobowiązującym fundamentem wiary i osobistych decyzji.
2. Parafia powinna być przestrzenią aktywności społecznej. Odkąd w XIX wieku w Europie i za oceanem zaczęły się tworzyć masowe ruchy społeczne, Kościół aktywnie włączył się w ich działalność. Stwarzał przestrzeń, a czasem zwyczajne zaplecze lokalowe, dla aktywności służącej społeczeństwu. Do dziś więc przy parafiach i instytucjach kościelnych działają różnego rodzaju ruchy, stowarzyszenia czy organizacje. Ich wpływ na społeczność jest bardzo dobry i pobudzający. Jednak również w tej przestrzeni kryje się wątek polityczny. Odróżnijmy go jednak od partyjnego! To zrozumiałe, że tego typu grupy mają konkretne oczekiwania wobec klasy politycznej. Czasem chcą na nią wpłynąć, nieraz współpracować. Sądzę, że takie formy zaangażowania są dobre i godne pochwały, o ile służą konkretnemu celowi społecznemu.
3. Księża powinni – po dokonaniu uczciwej oceny sytuacji – zwracać uwagę na sytuacje obecne w życiu politycznym i będące nie do pogodzenia z wiarą. Znów – nie chodzi tu o uprawianie partyjniactwa. Problemem jest jedynie świat wartości, na których życie społeczeństwa się opiera. Oraz umiejętność wypowiadania się i argumentowania.
Jak budować?
Pisząc te słowa mam świadomość, że odwołuję się wyłącznie do osobistych przekonań w tej materii. Mogę jedynie dodać, iż starałem się spojrzeć na zagadnienie szeroko i obiektywnie.
Pozwolę więc sobie wreszcie – bardzo krótko – odnieść się do tego, jak sam dokonuję wyborów w kwestiach politycznych. Dodam jednak, że z biegiem lat tracę jakikolwiek entuzjazm związany z tą sferą. Naturalnie – zawsze biorę udział w głosowaniu. Mam jednak spory dystans do kandydatów i partii politycznych. Nie są to – w moim odczuciu – sprawy, o które warto ‘kruszyć kopę’. Żaden polityk nas nie zbawi. On ma jedynie dobrze wykonać swoją pracę. Stąd moją ocenę opieram na kilku filarach.
1. Wartości. Jako człowiek wierzący, tym bardziej jako ksiądz, mam jasne spojrzenia na to, które wartości są mi bliskie. I na których warto opierać życie naszego Narodu. Nigdy więc nie zagłosuje na osobę czy ugrupowanie, które jest wrogie czy destrukcyjne wobec moich wartości.
2. Kompetencje. Zazwyczaj staram się sprawdzić osobę, na którą oddaję głos. Zależy mi na tym, by był to człowiek uczciwy i godny zaufania. Internet stwarza doskonałą przestrzeń do zdobywania wiedzy w takich kwestiach.
3. Przeszłość. Nie tyle pod kątem przynależności do tej czy tamtej partii. Bardziej w aspekcie dotychczasowej działalności. Czy była ona pozytywna, czy też nie? Czy kandydat wywiązał się z własnych zobowiązań? Jakie rozwiązania popierał/kreował? Czy się z nimi zgadzam?
4. Program. Tu także kryje się świat wartości oraz postulatów. Czy uznaję je za słuszne? Czy są warte poparcia?
5. Emocje. To coraz częstszy element kampanii wyborczych. Siłą rzeczy odrzucam argumenty odwołujące się do emocji: strachu, budzenia braku zaufania, ubliżania konkurencji. Taki rodzaj argumentacji nie tylko, że do mnie nie przemawia, ale stawia w wątpliwym świetle tego, kto próbuje nim wywrzeć na mnie wpływ.
Sądzę, że to mniej więcej oddaje moje spojrzenie na tę kwestię. Zatem – czy pisząc te słowa staję się politykierem? Zwolennikiem jedynej słusznej partii, jak w PRL? Jestem daleki od takiego spojrzenia choć rozumiem, że etykietowanie ludzi i ich opinii ułatwia ocenę rzeczywistości. Nie zawsze jednak prawdziwą.
Powyższą analizę uważam zaś za w miarę rozsądną i uczciwą. Może nawet interesującą dla osób, które nie mają wyraźnych poglądów w tym temacie, lub spróbują spojrzeć na niego z innej perspektywy. Co ciekawe – używając podobnych kryteriów można dojść do odmiennych wniosków. Fundamentem ocen pozostają więc wiedza, wartości i sumienie. Gdybyśmy na nich oparli ład społeczny – byłoby to budujące.
x Marek Piedziewicz
