Hiszpania może zostać dotknięta kryzysem konstytucyjnym właśnie z powodu nowej ustawy aborcyjnej – przestrzega w tekście opublikowanym na stronie internetowej Religion en Libertas szef grupy zajmującej się monitorowaniem przestrzegania w Hiszpanii prawa człowieka HazteOir, Nacho Arsuaga.
- Król demokratycznego państwa, zgodnie z prawem, nie może podpisać ustawy zatwierdzającej prawo nielicznych do zabijania innych ludzi. Tą ustawą rząd de facto podważa konstytucję, która zapewnia w art. 15 prawo do życia – twierdzi Arsuaga. Apeluje do króla, by nie podpisywał nowego prawa albo abdykował.
Znani katolicy, w tym także niektórzy politycy, namawiają króla do abdykacji na wzór monarchy Belgii - Baldwina, który w 1990 r. tymczasowo zrzekł się tronu, nie chcąc złożyć podpisu pod ustawą liberalizującą aborcję. Powołują się oni także na postępowanie Wielkiego Księcia Luksemburga, Henryka, który w zeszłym roku odmówił złożenia podpisu pod ustawą legalizującą eutanazję.
Wydawca tygodnika "Alba" Gonzalo Altozano jest jednak sceptyczny, co do nadziei pokładanych w królu. Przypomina on rok 2005, kiedy rząd Zapatero uchwalił ustawę o "małżeństwach" homoseksualnych. - Nie jestem królem Belgii – uciął wtedy monarcha i promulgował ustawę, nadając jej rangę prawa. Z kolei żona Juana Carlosa, królowa Sofia potępia aborcję, eutanazję oraz tzw. małżeństwa jednopłciowe.
Konstytucja hiszpańska sprzed 31 lat stanowi, że każde nowe prawo może wejść w życie po uprzednim promulgowaniu go przez króla. Bo on jest głową państwa. Niektórzy to właśnie Juana Carlosa obarczają odpowiedzialnością za wprowadzanie liberalnej polityki obyczajowej i reform społecznych. To za jego panowania zostały zalegalizowane w Hiszpanii partie komunistyczne, pokonane w wojnie domowej.
mm/Lifesitenews.com/Piotrskarga.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

