W Paryżu pospolite ruszenie lewicy i wszelkich organizacji lewicowych, komunistycznych, islamskich i anarchistycznych oraz Ligi praw człowieka zgromadziło się by oskarżyć tragiczne wydarzenie w Gazie. Setki młodych z zakrytymi twarzami wznosiło portrety szefa libańskiego Hezbollahu Hassana Nasrallaha oraz założyciela Hamasu szejka Ahmeda Yassinea zamordowanego przez Izrael.

Grupa Partii Socjalistycznej na manifestacji w Tuluzie składała się z wielu deputowanych, senatorów i polityków regionalnych.

Manifestujący zebrani pod wielką flaga palestyńską wykrzykiwali: „Izrael morderca”, „Wspólnik Sarkozy”, „Państwo Izrael=Państwo kryminalne”, „Szaleni syjoniści, stosujecie nazistowskie metody” oraz „Heil Izrael!”

Lewica już dawno porzuciła swój „tradycyjny” elektorat na rzecz coraz liczniejszej grupy arabo-muzułmańskiej.

Podczas manifestacji powiewały flagi młodych z Hezbollahu, banderola Ruchu Autochtonów Republiki jasno wzywająca do wsparcia Hamasu i wojowników palestyńskich w Strefie Gazy.

 

Było wiele flag palestyńskich, tureckich, algierskich, marokańskich, ale nie było widać ani jednej flagi... francuskiej.

Richard Prasquier, przewodniczący Rady reprezentującej żydowskie instytucje we Francji ( Conseil représentatif des institutions juives de France-Crif) wyraził wczoraj podczas wizyty w Ashkelon w południowym Izraelu swoje zmartwienie „stopniem wrogości wobec żydów” we Francji. - Jestem bardzo zmartwiony tym, co się dzieje we Francji, stopień przemocy w zachowaniu jest znaczący. - Część wspólnoty muzułmańskiej we Francji jest wroga wobec żydów i trzeba te nastroje koniecznie odwrócić – dodał. Prasquier oskarżył manifestantów popierających Hamas, organizacje terrorystyczną.

Sammy Ghozlan, przewodniczący narodowego biura czujności wobec antysemityzmu, dodał ze swojej strony, że żydzi francuscy są „w niebezpieczeństwie”, gdyż w „ostatnich manifestacjach Arabowie pokazali swoją identyfikację z Hamasem.

 

MaRo/nationpress.info/novopress.info

 

W niedzielę wieczorem "nieznani sprawcy" próbowali podpalić główną synagogę paryskiego przedmieścia Saint-Denis. Obyło się bez ofiar, a budynek nie został poważnie uszkodzony.

Położone na północy Paryża przedmieścia te znane są z dużego bezrobocia i panującej tam przestępczości. Zamieszkałe głównie przez imigrantów, w dużej części pochodzenia muzułmańskiego.

Francuskie media spekulują, że jest to kolejny przykład wrogości między między muzułmanami a żydami mieszkającymi nad Sekwaną. W ubiegłym tygodniu celem ataku stała się synagoga w Tuluzie. Śledztwo prowadzone w tej sprawie jednak nie wykazało takiej zbieżności tych aktów przemocy z konfliktem w Strefie Gazy.

Całą sytuację ostro skrytykowała minister spraw wewnętrznych Michele Alliot-Marie. Akty przemocy do jakich doszło ostatnimi czasy nazwała tchórzliwymi i niedopuszczalnymi. Podkreśliła, iż żadne okoliczności nie mogą usprawiedliwiać takich działań.

Francja obawia się przeniesienia konfliktu ze Strefy Gazy na jej terytorium. Aż 10 proc. ludności tego kraju stanowią muzułmanie.

 

BM/PAP

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »