Ten entuzjazm wynikał raczej z powodów politycznych. „Krytyka” reprezentuje skrajną lewicę polityczną, więc z zamknięcia jej lokalu ucieszyła się radykalna prawica. Ponadto myślę, że w grę wchodziło tu nie tyle samo wypowiedzenie „Krytyce Politycznej” lokalu, co zakończenie pewnego uprzywilejowanego statusu nadanego temu środowisku. Lokal i warunki, na których środowisko „Krytyki” go otrzymało bez wątpienia było uprzywilejowaniem.
Jeśli chodzi o chrześcijański punkt widzenia, pomijając politykę, to z powodu idei popularyzowanych przez „Krytykę” (choćby promowanie idei homoseksualistów, walkę o prawo do adopcji dzieci przez pary gejowskie, walkę z małżeństwem i rodziną czy z wartościami chrześcijańskimi) radość jest uzasadniona w tym sensie, że pewnego przywileju czy pewnego łatwego dostępu do ludzi został pozbawiony gorszyciel. To zawsze będzie radością dla człowieka wierzącego. Trudno wymagać albo oczekiwać, że człowiek wierzący będzie opłakiwał przepędzenie gorszyciela.
Irytujące było nie to, że „Krytyka Polityczna” ma otwarty dostęp do rynku idei czy budowanie przez nią swojego środowiska, wydawanie pisma, literatury, ale to, że korzystała z pewnego uprzywilejowanego statusu, który został jej nadany choćby przez przyznanie lokalu w wyjątkowo pięknym miejscu Warszawy na wyjątkowo korzystnych warunkach, na co nie mogły liczyć środowiska reprezentujące inne wartości. To stawiało pod znakiem zapytania także jakoś rządzenia czy wartości, którymi kierują się choćby władze stolicy, które w postaci ich przedstawicieli same lubią się jednoznacznie określać jako chrześcijanie, i to chrześcijanie jeszcze przebudzeni.
Rozmawiała Marta Brzezińska

