Niewykluczone, że już niedługo ten bliski związek zostanie zerwany. Domagają się tego politycy rządzącej lewicowej Partii Pracy, w tym kilku byłych ministrów.
Peter Kilfoyle, były minister obrony, który podkreśla, że miejsca zarezerwowane w parlamencie dla kościelnych dostojników są archaizmem niemającym nic wspólnego z rzeczywistością XXI wieku.
– Jesteśmy teraz multireligijną społecznością, Kościół państwowy reprezentuje zaś tylko niewielką część społeczeństwa – powiedział. Co ciekawe, pomysłu takiego nie potępił duchowy przywódca anglikanów, arcybiskup Canterbury Rowan Williams. - rozwiązanie takie byłoby w pewnym sensie uczciwe - powiedział.
Bezpośrednią przyczyną, dla której zaczęto mówić na ten temat, są ostatnie kontrowersje wokół ustawy o następstwie tronu z 1701 roku. Partia Pracy nie wyklucza, że zmieni jeden z jej przepisów, który zabrania katolikowi zostać królem Wielkiej Brytanii.
Podobne pomysły wywołują jednak ostry sprzeciw konserwatystów, którzy uważają je za „zamach na świętą tradycję”. Cała kampania – według nich – nie ma zaś nic wspólnego ze współczuciem dla katolików. „Niechęć do zorganizowanej religii i do prymatu Kościoła Anglii jest zakodowana w DNA brytyjskiej lewicy” – napisał komentator „Daily Telegraph” Daniel Hannan.
MaRo/Rz
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

