Dariusz Karłowicz (Teologia Polityczna): Klienci szwedzkiego sklepu informują producenta, że nie podoba im się sposób promocji produktów w katalogu reklamowym. Wyjaśniają swoje racje. Chyba nikt nie zaprzeczy, że mają do tego prawo. IKEA zrobi z tą informacją to, co uzna za stosowne. Może zlekceważyć ich opinie i argumenty. Może wyłożyć swoje racje. Może uwzględnić racje protestujących klientów. Wszak nikt jej niczego nie zakazuje. Wbrew niektórym komentatorom trzeba podkreślić, że protestującym nie chodzi o prawny zakaz tego typu reklamy, lecz o informację, że uważają ją za niewłaściwą. W warunkach wolności kształt wspólnego forum tworzy się w dyskusji. Cieszę się, że w Polsce rodzi się aktywna opinia publiczna, która czuje się odpowiedzialna za to, co nas otacza. Cieszę się, gdy słyszę głos milczących do niedawna chrześcijan.
Not. JL
Ks. Marek Gancarczyk (Gość Niedzielny): Przedstawiciele IKEI - jak sądzę - wiedzieli jaką wywołają reakcję. Potraktowali to jako dobrą formę promocji. Wiedzieli, że jak przedstawią dwóch mężczyzn jako model rodziny równy małżeństwu, to wywoła sprzeciw. Dzięki temu uwaga opinii publicznej będzie skierowana na przedsiębiorstwo. Mogli uznać też, że tego rodzaju związki są dobrą grupą docelową, do której też należy kierować swoje towary i w ten sposób też zarabiać. Ja niestety nie potrafię rozstrzygnąć jakimi przesłankami kierowali się przedstawiciele IKEI. Bez względu na to, należy się temu przeciwstawiać, ale i szukać skutecznych sposobów jak to robić. Dobrą metodą jest żart. Nie ma lepszej broni jak coś wyśmiać, wtedy jest to najbardziej „cięta broń". Można pisać listy protestacyjne, ale należy zadać sobie pytanie, czy ten list nie przysporzy jeszcze większego zainteresowania firmie. Jeżeli uznamy, że jakaś grupa ludzi odwróci się od tego przedsiębiorstwa, w takim przypadku, jak najbardziej takie listy należy pisać.
Not. BM
Tadeusz Cymański (PiS): Miłe złego początki - to kończy się prawem do adopcji dla homoseksualistów. To przedświąteczna ofensywa środowisk gejowskich, które wzmocnione funduszami europejskimi będą się teraz aktywizować. Nie widzę powodu, aby nie reagować na taką ingerencję, zwłaszcza jeśli dotyczyć ma ona dzieci i młodzieży, których seksualność się dopiero kształtuje. Mówię to jako rodzic, nie jako poseł. Zewsząd słyszę reakcje Polaków na propozycje wydawania albumu dla dzieci o homoseksualnych pingwinach, podobnie słyszę protesty wobec katalogu IKEI. To chyba najlepszy przykład, że coś jest nie tak.
Not. JL
Marek Zając (Polska. The Times): Wiele środowisk chrześcijańskich obawiało się, że postawy homoseksualne będą upowszechniane w obiegu publicznym, kontrolowanym przez państwo, np. w szkołach. Tymczasem ogromną rolę mogą odegrać inicjatywy firm i przedsiębiorstw czy nawet osób prywatnych. To oczywiście zmniejsza szansę na skuteczny protest. Druga trudność polega na tym, że w katalogu IKEI nigdzie expressis verbis nie ma mowy o parze homoseksualistów, chociaż wiele na to wskazuje. Biorąc pod uwagę dwie wspomniane kwestie, trudno byłoby sobie np. wyobrazić zapis prawny, który przedsiębiorcy zakazywałby umieszczenia w reklamowym katalogu fotografii dwóch mężczyzn, którzy - jak na dodatek twierdzą - nie planują dzieci. Jedyną forma protestu, która miałaby jakąkolwiek szansę powodzenia, jest sprzeciw samych klientów - czyli tych, którzy z punktu widzenia firmy są wartością nie do przecenienia. Kłopot w tym, że w Polsce nieco podobna inicjatywa spaliła na panewce - i to w sprawie, można było odnieść wrażenie, zupełnie jednoznacznej. Przypominam, że środowisko skupione wokół miesięcznika „Więź" wezwało do bojkotu Jerzego Urbana. Apelowano, by m.in. nie zapraszać byłego rzecznika władz PRL do programów publicystycznych. Odzew - jak wszyscy widzimy - był zerowy.
Kto chce protestować przeciw treściom umieszczonym w katalogu IKEI, może wysłać list, bo to - powtarzam - zapewne jedyna skuteczna forma protestu. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że obok utrzymanego w wyważonym tonie listu zredagowanym przez redaktorów Fronda.pl, na forum znalazł się np. wpis dotyczący „pedałów". Może jestem nieuważnym czytelnikiem, ale nie spotkałem się z takim słowem w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Nie rozumiem, po co strzelać sobie w stopę, szkodzić inicjatywom odwiedzanego przez siebie portalu i utrzymywać krytyków w przekonaniu, że chodzi nie o obronę tradycyjnych wartości rodzinnych, ale o nienawiść i oszołomstwo.
Not. AJ
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
