Zabójstwo lewicowej posłanki Jo Cox, aktywistki na rzecz pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej, najprawdopodobniej zadecyduje, że Brytyjczycy powiedzą „nie” Brexitowi.

Potwierdzają to pierwsze sondaże po zamachu, gdzie większość mają zwolennicy UE. Dotychczas bezpieczną przewagę zachowywali entuzjaści Brexitu. Dlatego pierwsze zabójstwo polityczne od wielu lat na Wyspach,  może okazać się decydujące dla dalszych losów Wielkiej Brytanii.

Już za dwa dni Brytyjczycy zadecydują, czy pozostaną w Unii Europejskiej. Namawia ich do tego nawet Victor Orban, który wykupił cołostronnicowe ogłoszenia w brytyjskiej prasie. Niemniej postępowe media węszą spisek, za którym ma stać oczywiście Jarosław Kaczyński. Według nich, Kaczyński jest już po słowie z Londynem i wkrótce po Brytyjczykach Europę czeka Polexit. Nieistotne jest oczywiście to, że PiS konsekwentnie zaprzecza i są to bzdury wyssane z palca.

Zabójstwo Jo Cox może być jednak przełomowym momentem kampanii. Ten akt terroru wstrząsnął Brytyjczykami. Żadne społeczeństwo nie znosi ekstremizmów. Zabójca 41-letniej parlamentarzystki przedstawiany jest przez prasę jako nacjonalista i fanatyk. „Najpierw Brytania” – miał krzyczeć i zupełnie nieistotny jest fakt, że mógł być leczony psychiatrycznie.

Cox zajmowała się kwestiami uchodźców, prawami kobiet, pomocą humanitarną. Wspierała także pozostanie swojego kraju w UE. Zabójca posłanki 11 lat starszy Tommy Mair nie krył w sądzie swoich politycznych motywów: „Śmierć zdrajcom wolności dla Wielkiej Brytanii” – powitał sędziów, a następnie przyznał, że jest rasistą i radykałem. Tym samym zrobił niedźwiedzią przysługę Brexitowcom.

Śmierć parlamentarzystki przerwała na moment kampanię polityczną w tym kraju. Teraz wyścig jest już na ostatniej prostej, a obywatele podzieleni są niemal pół na pół. Niemniej niechęć dla zachowań ekstremalnych i strach przed terroryzmem politycznym, może skłonić Wyspiarzy za wyborem znanej i bezpiecznej przyszłości pod biurokratycznym butem Brukseli.

 

Tomasz Teluk