W archiwum Instytutu Pamięci Narodowej znajduje się „Protokół przesłuchania świadka” z 20 października 1946 roku. Był nim Stanisław O., który bardzo obszernie i nadzwyczaj szczerze przedstawiał ubowcom swoje dokonania. Oto fragment, w którym opowiada, jak będąc ubrany w mundur LWP zamordował sowieckiego kierowcę (pisownia oryginalna):
„…w mies. październiku 1945 r. na szosie Szczytno-Olsztyn, wtedy ja, kpt. Borkowski, Domejko, szef Karpiński i Niedziela jechaliśmy w kierunku na Olsztyn. Po drodze zatrzymaliśmy auto sowieckie, w którym tylko jechał szofer sowiecki w mundurze z Olsztyna, auto było marki „Rennolt”. To auto zatrzymał kpt. Borkowski, od żołnierza sowieckiego zażądał dokumenty, przejrzał je, oddał mu z powrotem i kazał temu żołnierzowi opuścić maszynę. Wtedy ja z Domejkiem jak już poprzednio było omawiane, wzięliśmy tego sowieta do lasu i Domejko miał go tam zastrzelić, no automat zaciął mu się, a sowiet widząc, że go chcemy zastrzelić, zaczął uciekać. Wtedy ja wyjąłem pistolet z kabury i wystrzeliłem cztery razy w tego sowieta z odległości kilku metrów póki nie upadł. Kiedy przyszedłem do sowieta to on już nie żył i ja wróciłem do wozów. Borkowski wtedy razem ze mną poszedł jeszcze do zabitego, zabrał mu dokumenty, przykryliśmy go gałęziami i odjechaliśmy zabierając auto sowieckie ze sobą…”.
Stanisław O. zeznawał jako świadek (!), więc zaraz po podpisaniu protokołu wyszedł Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie i wrócił spokojnie domu. Jak to się stało, że został przez ubowców potraktowany tak tolerancyjnie, gdy jego koledzy skazani zostali na kary długoletniego więzienia?
Z dalszych jego zeznań wyłania się zakrojona na szeroką skalę działalność bandycka polegająca nie tylko na szabrze mienia poniemieckiego, lecz głównie napadów rabunkowych na osoby podróżujące drogami. Na przykład o napadzie z lutego 1946 roku mówił: „…Napad ten był dokonany też na kupców jadących z Warszawy. Zabrałem wówczas trzysta tysięcy złotych (300.000 zł.), które to zaraz pomiędzy siebie podzieliliśmy...”. Natomiast z zeznań kolegów Stanisława O. wynika, że podczas okupacji niemieckiej był on zamieszany w wymordowanie 20-osobowego oddziału partyzanckiego, składającego się z Żydów, w tym z 2 kobiet.
W 2010 roku Stanisław O. został prezesem największej organizacji kombatanckiej. Jednak jego rzekomo kombatancka przeszłość szybko zaczęła wzbudzać duże wątpliwości wśród członków. Wówczas zaczął on usuwać z organizacji najbardziej zasłużonych kombatantów i otaczać się ludźmi o podobnie jak on podejrzanej przeszłości.
Osobą skupiającą wokół siebie kombatantów, sprzeciwiających się działaniom Stanisława O, był gen. Stanisław Burza-Karliński. On 9 września 2013 r. wystosował do Prezesa IPN pismo protestujące wspieraniu przez tę instytucję byłych współpracowników bezpieki, którzy działają we władzach organizacji kombatanckich. Na to pismo nie nadeszła odpowiedź.
Zamiast tego w lipcu 2014 r. na ulicach stolicy pojawiły się wielkie bilbordy z wizerunkiem Stanisława O. otoczonego dziećmi i z napisem: „Przekazujemy nasz Testament następnym pokoleniom”. Sfinansowano nawet specjalny spot filmowy.
Czy nowy Prezes IPN dr Karol Nawrocki wyjaśni ten skandal? Czy wskaże osoby, które w tej instytucji wspierały ppłk. Stanisława O. i kreowały jego legendę? Czy ktoś odpowie za wydanie ok. 100 tysięcy złotych na popieranie tak podejrzanej postaci i jednoczesne niszczenie uczciwych Kombatantów, którzy sprzeciwiali się władzy agentów i oszustów?
P.J.Z.
