Francja przez wiele lat oddająca się liberalnym ideom zaczyna powoli dostrzegać, że tylko powrót do katolickich korzeni może ją uratować przed zagładą.
Jak stwierdził w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" dyrektor ośrodka opinii publicznej z Francji - Kantar Public, katolicy w tym kraju przez dziesięciolecia byli lekceważeni i nie stanowili znaczącej siły. Jednak o tym, jak ważne są ich głosy przekonał się ostatnio były prezydent Francji Nicolas Sarkozy, który w prawyborach przegrał z kretesem z Francois Fillonem. Ważne znaczenie miały tu głosy pracujących katolików, którzy aż w 83 proc. zagłosowali na Fillona.
Eksperci zgodnie twierdzą, że gwoździem do trumny dla Sarkozy'ego i jego poparcia była legalizacja małżeństw homoseksualnych z prawem do adopcji dzieci zatwierdzona za jego prezydentury.
Dyrektor instytutu badań opinii publicznej Emmanuel Riviere zauważa też, że Francuzi są coraz bardziej przerażeni inwazją islamu i tym samym coraz bardziej dostrzegają, że tylko powrót do konserwatywnych wartości może stanowić dla nich ratunek.
emde/"Rzeczpospolita"
