Dziennik fakt.pl przypomina słowa Donalda Tuska, który publicznie mówił, że jego pozycja zawodowa nie pomaga jego bliskim w żadnej sprawie. – Staram się zawsze rozdzielić rolę ojca, role prywatne od roli prezesa Rady Ministrów – powiedział Donald Tusk podczas wystąpienia, na którym ostro odciął się od syna Michała (30 l.), który wplątał się we współpracę z właścicielem Amber Gold. Premier zapewniał też wtedy, że ani córka Katarzyna (25 l.), ani syn nigdy nie oczekiwały pomocy od niego jako premiera - przypomna fakt.pl.

 

A oto dowody na coś zupełnie innego:

 

BOR dla syna


Michał Tusk sam przyznał w wywiadzie dla dziennikarza Gazety Wyborczej Piotra Pacewicza (59 l.), że korzystał z ochrony BOR. – Przez pewien czas, szczególnie jak był nasz ślub i jak żona rodziła. Zdarzyło mi się, że musiałem skorzystać z Biura Ochrony Rządu. Mam telefon i mogę zadzwonić – opowiadał wtedy syn premiera. To było latem 2008 roku.



Auto dla żony



Małgorzata Tusk (55 l.) i córka Katarzyna wybrały się na zakupy do jednej z warszawskich galerii handlowych (wrzesień 2009 r.) Gdy robiły zakupy, na podziemnym parkingu czekała na nich rządowa skoda z szoferem.



Samolot dla córki

W grudniu 2011 r. z uprzejmości szefa rządu skorzystał chłopak córki premiera, Staszek Cudny (25 l.). W Warszawie przeszedł zabieg ortopedyczny nogi. Ze szpitala odebrał go rządowy samochód z kierowcą, który zawiózł Staszka i Kasię do premierowskiej willi przy ul. Parkowej. A potem, już w towarzystwie  premiera, wszyscy udali się na lotnisko – także rządowymi limuzynami. I wsiedli na pokład embraera, którym polecieli do Trójmiasta. Podróż trwała ok. godzinę.

 

Czy słowa Premiera o tym, że żadnemu swojemu bliskiemu nie pomógł nie są jawnym i oczywistym kłamstwem? Pomoc rodzinie nie jest niczym złym, ale kłamstwo to coś innego.

 

sm/fakt.pl