W 1997 roku Li Yingfang urodziła syna - Cao, a w 2002 roku zmarł jej mąż. Wdowa poślubiła w roku 2004 mężczyznę o nazwisku Hao, który także miał dziecko z poprzedniego małżeństwa. W tym czasie dwukrotnie została zmuszona do aborcji w imię polityki jednego dziecka. Urodzenie dziecka w nowym związku groziło karą finansową pozbawiającą w praktyce rodzinę środków do życia.

Li zdecydowała się wynająć płatnego zabójcę, by zlikwidował córkę męża. Gdy próba zabójstwa się nie powiodła zdesperowana kobieta zdecydowała się na zabicie swego syna. Po śmierci ojca Cao był wychowywany przez swą babcię. Li zabrała syna na wycieczkę samochodową, podczas której płatny zabójca - Wang Ruijie udusił dziewięciolatka w obecności jego matki.

Zarówno Li jak i Wang zostali skazani na karę śmierci przy czym Wangowi zaoferowano możliwość zamiany kary śmierci na dożywocie, o ile w ciągu dwóch lat poprzedzających wykonanie wyroku wykaże się dobrym sprawowaniem w więzieniu. Li Yinfang początkowo została skazana na dożywocie ponieważ sąd wziął pod uwagę jej poważną depresję, będącą wynikiem wymuszonych aborcji, jednak sąd wyższej instancji zdecydował o karze śmierci. Takie historie nie są wcale odosobnione w Państwie Środka. Wymusza je bezwzględna polityka państwa.

 

Cukierkowy obraz Chin pokazywany w propagandowych filmach ma niestety niewiele wspólnego z prawdą.

[video:http://www.youtube.com/watch?v=2TRs2s-22tg]



Według „The Guardian" najnowsze (przeprowadzone w 2006 roku, których wyniki do niedawna były blokowane przez władze w Pekinie) badania pokazują że 70,7 proc. Chinek chciałoby dwójki lub więcej dzieci. Z drugiej strony ze względu na kulturowe preferencje, by mieć syna narasta dysproporcja w urodzeniach: 107 chłopców na 100 dziewczynek. Często kobieta decyduje się na aborcję, jeśli pierwsze dziecko okazuje się być dziewczynką. Wyjątek stanowią tereny wiejskie, gdzie dopuszczalne jest posiadanie dwójki dzieci, o ile pierwsze z z nich jest płci żeńskiej.

Eksperci spoza Chin przewidują, że chiński rząd będzie się wkrótce musiał zacząć wycofywać z polityki jednego dziecka, którą prowadzi od blisko 30 lat. Na razie jednak Pekin deklaruje, że jest zdecydowany kontynuować politykę jednego dziecka, podwyższając kary finansowe za jej pogwałcenie oraz stale usprawniając program przymusowych aborcji i sterylizacji. Plan obejmuje następne 20 lat. W założeniach przyrost naturalny Chin miał zostać ograniczony już w latach 80-tych, jednak populacja Chińczyków nadal wzrasta. Dodatkowy problem stanowi fakt starzenia się społeczeństwa, co według prognoz ekspertów grozi w niedalekiej przyszłości kryzysem ekonomicznym w Chinach. Widmo kłopotów gospodarczych jest byłoby chyba jedynym bodźcem dla dogmatycznych chińskich polityków, aby znieść kulturę śmierci w swoim kraju. Co ciekawe, nie brakuje obywatelskich buntów wobec tej polityki. W ubiegłym roku, na ulice prowincjonalnych miast na Południu kraju wyszły tysiące ludzi, którzy zaatakowali urzędników odpowiedzialnych za ukaranie rodzin, które przekroczyły „limit dzieci".

Naciski zewnętrzne na Chiny, aby zmieniły swoją barbarzyńską politykę będą słabsze, niż dotychczas. W czasach prezydentury George'a W. Busha USA sprzeciwiały się chińskiej polityce "planowania rodziny" ze względu na łamanie podstawowych praw człowieka - wycofały w tym czasie wsparcie finansowe dla Funduszu Ludnościowego Narodów Zjednoczonych (UNFPA), który wspomagał wymuszone aborcje i sterylizacje w Chinach.

Nowy prezydent Barack Obama w przeszłości krytykował odmowę finansowanie przez rząd Stanów Zjednoczonych metod "kontroli populacji" za pośrednictwem UNFPA. Dlatego w najbliższej przyszłości można się spodziewać zastrzyku finansowego z Ameryki na tego typu cele. Skorzystają z niego przede wszystkim Chiny.

BB/LifeSiteNews.com

 

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »