- Gdy jechałem na spotkanie z panią, schowałem się przed deszczem pod wiatą. I tam wjechał na mnie dziecięcym wózkiem jakiś facet, a gdy chciałem zrobić biedakowi trochę miejsca, wjechała na mnie drugim wózkiem jego żona. Pomyślałem sobie, że mają przerąbane. Nie mają już życia. My jesteśmy wygrani, bo wtedy, gdy inni się męczą, siedzimy po prostu w Warszawie i jesteśmy najszczęśliwsi – oznajmił Karolak.

 

A ja jako ojciec czwórki dzieci mogę zapewnić Karolaka, że rodzice nie tylko mają życie, ale mają go o wiele więcej niż żałośni w swoim egoizmie, bezdzietni celebryci. (Nie)śmieszne żarty, wóda, papierosy nawet się nie umywają do momentu, gdy człowiek budzony jest rano przez dzieci, gdy może obserwować ich sukcesy, śpiewać z nimi, a niekiedy strofować. I wreszcie, jak kiedyś obserwuje jak dorastają, tworzą własne rodziny, a może oddają swoje życie w służbę Bogu i Kościołowi. To jest życie. Prawdziwe życie, o którym pan Czubaszek i Karolak nawet nie śnią.

 

TPT/Newsweek.pl