Najpierw paradzie udzielił swojego patronatu prezydent Pragi, Bohuslav Svoboda, przedstawiciel rządzącej centro-prawicowej ODS. Postawę samorządowca ostro skrytykował Petr Hájek, najbliższy współpracownik ojca-założyciela ODS, czyli prezydenta Vaclava Klausa. W wywiadzie stwierdził, że pochód „to nie żadna niewinna zabawa, lecz poważna polityczna demonstracja pewnego poglądu na świat” – który – dodaje – „nie ma nic wspolnego z liberalnym-konserwatyzmem ODS. Burzę wzbudziło określenie przez Hajka homoseksualizmu jako „dewiacji.


W Pradze zawrzało. O „przywołanie do porządku” sekretarza stanu nawoływali prezydenta Klausa przedstawiciele opozycji oraz koalicji rządzącej. Co więcej, w niezwykle ostrym (jak na język dyplomacji) tonie wypowiedzieli się w tej sprawie we wspólnym liście ambasadorowie trzynastu państw, na czele z USA i Wielką Brytanią (warto zaznaczyć, że bez udziału Polski).


Odpowiedź prezydenta Klausa była jednak bardzo odległa od oczekiwań krajowych i zagranicznych krytyków. W piątek wydał oficjalną notę, w której atak na Hajka określił jako „atak na wolność słowa”. Klaus stwierdza m.in., że zgadza się ze swoim kancelerzem, że „tolerancja to jedna rzecz, ale oficjalne wsparcie władz miasta – zupełnie inna”. Podkreślił, że praska demonstracja jest nie jest manifestacją ludzi o skłonnościach homoseksualnych, tylko „ideologii homoseksualizmu”, której „podobnie jak innych współczesnych – izmów” bardzo się obawia. „Homoseksualiści jako mniejszość zasługują na naszą ochronę, ale niekoniecznie apoteozę” – stwierdził Klaus.

 

mr