Trzeba dać satysfakcję tym, dla których ten konkretny krzyż jest symbolem. Nie można tego zlekceważyć, bo podobnie myśli bardzo wielu ludzi. Stać nas na to, by uczcić nowym symbolem pamięć zarówno wydarzeń katyńskich sprzed 70 lat, jak i najnowszych – pod Smoleńskiem. Władze pod naciskiem społecznym będą musiały to uczynić – mówi arcybiskup Józef Michalik w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”.

Zdaniem przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, krzyż pod Pałacem Prezydenckim został upolityczniony przez „ dwie, lub więcej, orientacje polityczne”, stał się narzędziem przetargu, a burza wokół niego pokazuje, że naród myśli inaczej niż ludzie sprawujący dziś władze w Polsce. - Ale narodu nikt nie chce słuchać – mówi Abp.

Mówiąc o próbie przeniesienia krzyża, która miała miejce 3 sierpnia, Michalik zaznacza, że straciły na niej autorytety, „właściwy wymiar takich wartości, jak zaufanie, nadzieja”. Sytuacja zaś konkretna zmusza do odpowiedzi na pytanie, czym jest świętość, krzyż.

- Płynie stąd również pewien pożytek. Choć nie rozwiązano konkretnego problemu, to wyjaśniło się parę spraw. Ujawniono manipulacje, zmuszono naród do refleksji – zaznacza Michalik. - Kiedy naród jest zdegustowany sytuacją, to w pewnych momentach dochodzi do głosu, tak jak stało się to 10 kwietnia. To, co się dzieje po 10 kwietnia, nie jest jedynie wynikiem sympatii narodu do jednego człowieka i poczucia krzywdy, którą poprzez zafałszowanie prawdy robiono jemu oraz wielu innym ludziom – tłumaczy arcybiskup.

Zaznacza, że aktualne wydarzenia są wyrazem nieakceptowania stylu porowadzenia dialogu ze społeczeństwem. Przewodniczący KEP zauważa, że naród źle odebrał zapowiedź przeniesienia krzyża spod Pałacu, bez deklaracji, czy zostanie on czymś zastąpiony. - To było tylko stwierdzenie, że krzyż jest problemem i że zostanie on rozwiązany. Część ludzi tego nie wytrzymała. A później pojawiła się deklaracja konkurencyjnej partii o konieczności obrony krzyża jako znaku wydarzeń kwietniowych – mówi abp Michalik. Zaznacza, że w społeczeństwie widoczne jest oczekiwanie, że dojdzie do usznowania manifestacji narodu, która miała miejsce po 10 kwietnia. - Jednak zarówno w czasie pogrzebu, jak i późniejszej wojny przeciwko dziennikarzom, którzy pokazywali odczucia narodu pod Pałacem Prezydenckim, widać było, że nie bardzo chce się słuchać narodu – mówi Jozef Michalik.

Arcybiskup uważa, że obecne spory są próbą wygrywania gry politycznej krzyżem, który zawsze jest świętym symbolem religijnym. W ramach tej gry jedna strona chce eliminacji sacrum z miejsca publicznego, a druga dązy do realizacji własnych interesów.

Zdaniem przewodniczącego KEP, Kościół potraktowano w sprawie krzyża jako strażaka. - Gdy się pali, to woła się na pomoc straż. Gdyby Kościół był mediatorem, to dwa tygodnie wcześniej, przed złożeniem jakichkolwiek deklaracji, doszłoby do rozmów i zastanowienia, w jaki sposób podejść do sprawy – tlumaczy.

Zdaniem arcybiskupa oficjalne stanowisko Episkopatu nie jest w tej sprawie potrzebne. Episkopat nie może – jego zdaniem – rozwiązać tego konfliktu, bo nie on go rozapoczął. - Mogą to zrobić tylko prezydent i zainteresowani liderzy opozycyjnych partii - zaznacza.

żar/Rp.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »