Maziarski od jakiegoś czasu jest głównym fachowcem od ataków na prawicę. Nie mogło więc zabraknąć jego głosu, gdy paskudni, bogoojczyźniani prawicowcy skrytykowali akcję ze zjadaniem orła. W tekście „Czekolada szkodzi prawicy” rozprawia się więc z paskudnikami, którzy uznają, że mają monopol na patriotyzm i prezentuje nową jego wizję, która z patriotyzmem ma mniej więcej tyle wspólnego, ile mleko z dobrym winem.
„Wrzawa sygnalizuje, że organizatorzy akcji "Orzeł może" uderzyli w czuły punkt w obolałych duszach i zmęczonych umysłach prawicy. Ośmielili się naruszyć monopol na patriotyzm, który prawem kaduka przyznali sobie liderzy PiS” - oznajmia Maziartski. „A skoro prawica ma monopol na patriotyzm, to tylko ona może decydować, jaki ma być wzorzec tego patriotyzmu i jak go należy przeżywać. Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz i nie będzie leming obnosił się z czekoladą. Nie damy, jak to celnie ujął portal wPolityce.pl, "wyrugować tradycyjnego patriotyzmu Polaków" i zastąpić go inną formą przeżywania obywatelskiej wspólnoty. Kanonicznym wzorcem ma pozostać Jacek Karnowski: postawa na baczność, kręgosłup wyprostowany, dłonie, szczęka i pośladki mocno zaciśnięte, wzrok uniesiony ku niebu, pod powieką łza, a w tle kurhany przodków i łopot sztandarów” - przekonuje. I wreszcie podsumowuje: „Lecz choćby przyszło tysiąc atletów i każdy by włożył tysiąc beretów i każdy nie wiem jak się wytężał, to i tak nie wmówią mi, że ten anachroniczny patos i kicz narodowych wzruszeń jest wzorcem patriotyzmu, do którego lgną Polacy na początku XXI wieku”.
A ja odpowiem w duchu Maziarskiego, że choćby napisał on jeszcze tysiąc felietonów, to i tak nie sprawi, że patriotyzm będzie oznaczał zjadanie czekolady czy paradowanie z różowymi balonikami. Termin patriotyzm ma pewne znaczenie, i choćby nie wiem, co wyprawiał Maziarski, to tego nie zmieni...
Tomasz P. Terlikowski
