Planowany na 2010 rok deficyt budżetowy sięga 52 miliardów złotych. Podobna sytuacja może powtórzyć się w kolejnym roku, dlatego też rząd szuka środków na załatanie dziury budżetowej. Z tego względu zamierza podwyższyć podatki.

- Trzeba rozważać wszystkie opcje związane z uniknięciem zagrożeń, jakie niesie deficyt budżetowy. Niewykluczona jest debata publiczna o ewentualnej podwyżce podatków - powiedział minister Michał Boni w radiu TOK FM.

Minister za braki budżetowe obwinia ostatnią obniżkę podatków i składek rentowych, których dokonał PiS.

- Można sobie zadać pytanie, czy ubytki w dochodach budżetowych, wynikające z wcześniejszej obniżki podatków i składki rentowej, w wysokości 2-3 proc. PKB, nie powinny zostać odrobione - powiedział szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Michał Boni w TOK FM.

Będąc ostrożnym, minister podkreślił, że na razie chodzi o debatę publiczną, nie zaś o samą podwyżkę. Dodał także, że oprócz budżetu na 2011 rok należałoby się zacząć zastanawiać nad sytuacją finansową państwa także w 2012 i 2013 roku.

ib/Polskieradio.pl

 

Dla portalu Fronda.pl komentuje Szymon Chrupczalski, ekonomista Instytutu Misesa:

Kolejne rządy w Polsce poprzez nieodpowiedzialną politykę i utrzymywanie socjalistycznego systemu świadczeń społecznych, opartego na solidarności międzypokoleniowej, doprowadziły do poważnego problemu zadłużenia. Dług publiczny w relacji do PKB przekroczył już 50%, czyli pierwszy konstytucyjny próg ostrożnościowy. Rząd wypuszczając kolejne informację o podwyżce podatków wydaje się testować reakcje społeczne, czy rozrzutna polityka wydatków i pokrycie bieżącego deficytu budżetowego poprzez zwiększanie obciążeń zyska poparcie. Bez wątpienia rząd może zbić polityczny kapitał np. na podsycaniu antagonizmów społecznych podnosząc  stawki PIT dla najlepiej zarabiających czy opowiadaniu bajek o ponoszeniu ciężaru VAT przez najwięcej konsumujących (de facto poszkodowani są wszyscy producenci i konsumenci). Jednak efektem takich działań będzie jedynie odsunięcie koniecznych reform na nieokreśloną przyszłość, a w najbliższej perspektywie: zubożenie mieszkańców Polski, rozwój szarej strefy, rozrost biurokracji, względny spadek konkurencyjności polskich produktów na rynku międzynarodowym czy wreszcie względnie niższe wpływy z podatków, co zamyka błędne koło politycznej manipulacji ekonomią.

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »