- Jeśli jej tego nie nauczymy, to będzie żyła w bardzo niebezpiecznym świecie. Pan swoich dzieci nie będzie tego uczył – pytał Rozenek Mazurka. A ten spokojnie wyjaśniał mu, że dzieci korzystania z prezerwatyw uczyć nie będzie, bo zamierza jej wychowywać inaczej. Ale Rozenek był nieugięty i przekonywał, że wychowanie nie ma sensu, bo „nie będzie miał Pan wpływu, środowisko, otoczenie mają wpływ decydujący”.

A ja jednak dołączę się do opinii Mazurka. Ja też, podobnie jak zdecydowana większość rodziców, nie będę uczył dzieci nakładać prezerwatyw na banany. A jeśli do szkoły mojego dziecka kiedykolwiek przyjdzie edukator z sugestią, by uczyć czwartoklasistów takich rzeczy, to on ze szkoły wyjdzie z prezerwatywą... na głowie i z mocno obitymi czterema literami. Bo wara deprawatorom od moich dzieci.

TPT/Rzeczpospolita