Jedną z przyczyn ogromnej popularności islamu na świecie może być sposób jego oddziaływania na psychikę wyznawców. W sensie psychologicznym jest on typową religią liderów, stawia na przebojowość, ekspansję, odwołuje się do brutalności. Coś ci się nie podoba, walcz o zmiany, ktoś obraził twojego Boga lub jego proroka - zabij go. Taka retoryka uwodzi ludzi, daje im poczucie siły, powoduje ogromne wzmocnienie jednostki, która walczy o swoje przekonania. Sposób patrzenia na rzeczywistość, który płynie z nauki katolickiej, jest inny. Nauczanie Kościoła stawia na pojednanie, tolerancję, uniżenie, pokorę, skupienie na modlitwie, unikanie konfliktów.
Kościół w swojej nauce skupia się – co zrozumiałe - na ofierze Jezusa Chrystusa. Jako Katolicy dziękujemy za nią i za samego Chrystusa, że się za nas wydał i obmył nas z grzechów. Można jednak czasem dojść do wniosku, że na dalszy plan schodzi to, czego Bóg przez ofiarę Swego Syna dla nas chciał. A chciał i chce dla nas Zmartwychwstania duszy i ciała. Z tego płynie ogromna siła i moc. Z tego katolicy powinni czerpać pokłady radości i siły w codziennym życiu, w walce o zachowanie zasad i kierowanie się wartościami. Mimo tego walka, działanie, reagowanie na zło i zagrożenie jest mało widoczne w naukach księży. Bardzo rzadko w kazaniach nawołują oni do aktywnego publicznego wspierania katolicyzmu, manifestowania swojej wiary. Ma to swoje konsekwencje, ponieważ wpływa na codzienne życie katolików. W Polsce narzeka się, że katolicyzm nie przekłada się na publiczne działania jego wyznawców. Wynika to jednak również z braku odpowiednich bodźców płynących z Kościoła. Hierarchowie, w obawie o zarzut upolitycznienia, lub z przekonań, nie zajmują głosu w sprawach publicznych istotnych dla ludzi. Skoro księżą nie apelują o aktywną obronę wartości w życiu publicznym, jeśli po prostu ich nie bronią, to dlaczego mieliby to czynić zwykli wierni.
Jednym i drugim udziela się często postawa bezwolnego podejścia do świata. Bardzo popularną intencją, za którą odprawiane są Msze Święte, jest pokój na Ziemi. Pokoju takiego jednak nigdy nie było i nie będzie. Może nie być wojen między państwami, ale spór, walka, konflikt był od zawsze i będzie. Wierni powinni się oczywiście modlić o Pokój, jest on pożądanym stanem na świecie. Jednak modlitwa ta może być również pułapką, ponieważ wzmacnia pacyfistyczne podejście do rzeczywistości. Wzmacnianie go w świecie konfliktów może prowadzić do milczącego poddawania się wszelkim zmianom i apatycznego podejścia do nich. Katolik powinien wymagać przede wszystkim od siebie, ale przecież każdy jest także misjonarzem, powinien wpływać na otoczenie i innych ludzi, działać na rzecz ich moralności. Modlitwy o pokój nie powinny więc prowadzić do zapatrzenia w pacyfizm. Niestety często do tego dochodzi.
Przy okazji sporów wokół krzyża przed Pałacem Prezydenckim wielu katolików powtarzało, że krzyż powinien zniknąć, ponieważ rodzi spory i dzieli Polaków, a krzyż powinien łączyć, nie powinniśmy się o niego spierać. Ale krzyż od początku budził spory. Stał się przecież symbolem Zmartwychwstania, dowodem, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym. Krzyż jest ołtarzem, pokazuje prawdę o Bogu i jego miłości do ludzi. A to dla wielu osób było i jest nadal nie do przyjęcia. Wymaga bowiem stanięcia w prawdzie o Bogu i człowieku. Obok symbolu, jakim jest krzyż, nie da się przejść obojętnym. Można go przyjąć albo odrzucić. Przez wieki Ci, którzy go przyjęli, cierpieli za swoją wiarę. Do dziś w krajach muzułmańskich, szczególnie w dalekiej Azji, chrześcijanie są mordowani z powodu swojej religii. Podczas gdy tam ludzie oddają swoje życie za Chrystusa w tzw. cywilizowanym świecie wierzący patrzą milcząco, jak ateiści i liberałowie walczą z krzyżem, Kościołem, wiarą. Większość z nich protestuje tylko w milczeniu, skupiając się na modlitwie. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by o obecność symboli religijnych walczyć głośniej i twardo.
Skoro wyznawcy Chrystusa za krzyż umierali przez wieki, dlaczego o krzyż nie mają walczyć obecnie, stawiając ostro swoje postulaty i żądania. O ile łatwiejsze mamy zadanie niż np. święty Andrzej Bobola, który z powodu swojej wiary był przez wiele godzin torturowany przez Kozaków. On mimo przerażającego cierpienia nie wyzbył się przywiązania do krzyża i wiary. Św. Andrzej nie przeklął Boga ani swoich oprawców dzięki sile otrzymanej od Chrystusa. Z Jego miłości możemy i dziś czerpać odwagę, by występować w obronie symboli religijnych, nawet jeśli burzy to porządek i naraża nas na krytykę ze strony mediów, liberałów czy ateistów. Przecież Jezus także nie wahał się bronić godności jerozolimskiej świątyni, wyrzucając z niej kupców i handlarzy. - Blisko już była Pascha u Judejczyków, więc Jezus udał się do Jerozolimy. Na terenie świątyni zastał sprzedających woły, owce i gołębie, a także tych, co siedząc tam, wymieniali pieniądze. Zrobił więc sobie bicz z postronków i wyrzucił wszystkich z terenu świątyni, także owce i woły; pieniądze wymieniających rozsypał, a ich stoły poprzewracał. Do sprzedawców natomiast gołębi powiedział: Usuńcie to stąd i nie róbcie targowiska z domu mojego Ojca – napisał św. Jan Ewangelista (Jan 2, 13-17). Jezus nie wahał się bronić godności świątyni, walcząc o jej czystość. Zrobił to mimo iż naraził się na krytykę, śmierć i oskarżenie o agresję.
Jego decyzja nie była jednak przejawem agresji, tylko dbałości o człowieka i jego moralność. Dlaczego więc my mielibyśmy nie walczyć z równą zaciekłością o moralność naszego otoczenia, dlaczego nie mielibyśmy bronić krzyża, wartości chrześcijańskich w życiu publicznym, dlaczego nie mielibyśmy protestować przeciwko osłabianiu roli Kościoła. Przecież Pismo Święte nakazuje nam reagowanie, gdy bliźni błądzą. "Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi!" - głosi Pismo Święte. W świetle tego fragmentu Ewangelii św. Mateusza, katolicy nie tylko powinni, ale mają obowiązek zajmować stanowisko w sprawach wartości w życiu publicznym i nakłaniać bliźnich do poprawy. Jednak często popadają w marazm, są katolikami tylko w kościele. Gdy z niego wyjdą nie przeszkadza im obrażanie symboli religijnych, atakowanie Kościoła czy katolickich wartości. Ich katolicyzm ma wpływ na decyzje o ich życiu religijnym i duchowym, a schodzi na dalszy plan, gdy mają podejmować decyzje w swojej działalności publicznej, decyzjach wyborczych, czy manifestowaniu swoich przekonań.
Będziesz miłował bliźniego swego jak samego siebie (Mt 22, 39) – to jak mówił Jezus jest jedno z dwóch najważniejszych przykazań w Prawie. Miłość to nie tylko poklepywanie po plecach i powtarzanie, że jest wspaniale. Miłość to również wymaganie od drugiego, ciągła walka o jego poprawę, krytyka złych zachowań czy nawyków, błędnych decyzji. Chrystus stawia więc przed nami zadanie walki o każdego spotkanego człowieka. Mamy apelować do bliźnich o zmianę zachowań, opamiętanie się, nawrócenie. W imię miłości do bliźniego, błądzących musimy nawracać, walczyć o ich sumienie. Nie jest to zadanie warunkowe, zależne od pełnionej przez nich funkcji, posiadanych dystynkcji, czy autorytetu. Mamy żyć w zgodzie z nauką Boga, bronić takich wartości, jak Prawda, Miłość. W imię ich obrony warto apelować, krzyczeć, demonstrować. A wszystko po to, by pozyskać swego brata.
Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

