Sprawa dotyczy wypowiedzi Lecha Wałęsy z maja 2009 roku. W jednej z komercyjnych stacji telewizyjnych były prezydent powiedział o Ryszardzie Czarneckim, że ten „nie walczył o wolną Polskę, przyjechał, kiedy Polska była już gotowa”.

 

- W stanie wojennym byłem kilka razy zatrzymywany, dwukrotnie skazywany na karę grzywny, poddawany rewizjom – wylicza w rozmowie z portalem Fronda.pl Czarnecki. Europoseł był także członkiem władz Niezależnego Zrzeszenia Studentów, co podkreślili w pozwie pełnomocnicy Czarneckiego, stwierdzając, że wypowiedź Wałęsy jest nieprawdziwa i godzi w dobre imię europosła.


Sąd Okręgowy w Bydgoszczy, który zajmować się sprawą w 2009 roku, oddalił pozew, uznając, że nie może go rozpatrywać w trybie wyborczym. Sąd uznał, że choć słowa Wałęsy padły w trakcie kampanii wyborczej i dotyczyły kandydata na europosła, to nie miały charakteru wyborczego.

 

- To było karkołomne uzasadnienie – komentuje w rozmowie z portalem Fronda.pl Czarnecki. - Sąd uznał, że skoro Wałęsa nie startuje w wyborach, to sprawa nie ma trybu wyborczego. W takim układzie, wszyscy ludzie, którzy nie startują w wyborach też mogą obrażać kandydatów, bo sami nie startują? - pyta europoseł.

 

W poniedziałek proces w trybie normalnym. Tym razem w Gdańsku. Jak poinformował portal Fronda.pl Czarnecki, sąd odroczył nastąpną rozprawę do 24 października. Europoseł nie ma jednak wątpliwości, co do słuszności swoich racji.


- To jest sytuacja biało-czarna, bo nie chodzi o komentarze czy oceny polityków, bo przecież każdy może uważać inaczej, ale o pewne fakty. Wskazałem nawet książki, w których figuruję jako członek władz NZS. Tu chodzi o czyste fakty, Wałęsa jest na pozycji przegranej, musi przeprosić, powiedzieć, że skłamał – konstatuje Czarnecki.



Marta Brzezińska