Oto pytanie „ME” i moja odpowiedź.
Czy UE ewoluować będzie w najbliższych latach w kierunku silnie scentralizowanej unii politycznej, czy też coraz bardziej zbiurokratyzowanej i słabej instytucji(typu ONZ) o malejącym znaczeniu w Świecie?
Paradoksalnie, tytułowe pytanie jest fałszywe, bo można śmiało wyobrazić sobie sytuację, która de facto konsumuje oba te scenariusze. A mówiąc precyzyjniej: ściśle scentralizowana, polityczna UE kierowana przez„dyrektoriat” niemiecko-francuski lub wprost przez Berlin będzie jednocześnie służyć Unii, której rola w świecie będzie maleć.
Druga alternatywa jest więc, jak widać, oparta o całkowicie fałszywe podstawy. Nie ma bowiem iunctim między jeszcze większym scentralizowaniem UE i pogłębieniem integracji europejskiej a zwiększeniem znaczenia Unii Europejskiej w świecie. Myślę, że wręcz przeciwnie: Wspólnoty Europejskie, gdzie tylko parę państw czuje się dobrze, a reszta ma poczucie zdominowania przez kilka największych i najmocniejszych krajów, nie mając żadnej politycznej i ekonomicznej przyszłości. Jeżeli ktoś myśli, że taki projekt ma long term i powiedzie się,to niech lepiej zacznie pisać bajki dla dzieci. To kompletny polityczny surrealizm.
Jaka więc powinna być optymalna UE przyszłości?Jeżeli znaczenie Europy jako takiej, Europy politycznej nie ma maleć – i to raptownie maleć − to musi ona wyraźnie doregulować gospodarkę, zmniejszyć, a nie zwiększyć ekonomiczne kagańce, którymi dusi gospodarkę „27” (co skądinąd jest całkowicie sprzeczne z wolnym rykiem). Pod tym względem należy znacznie bardziej słuchać Camerona a nie Sarkozego. Ale też wydajna Unia czasu przyszłego musi być Europą „równych”. Poszczególne kraje członkowskie UE muszą mieć poczucie partycypacji w najważniejszych decyzjach politycznych i gospodarczych, a nie mogą być traktowane jako narodowe pułki pod niemiecką komendą. Tylko balance of power w ramach Unii Europejskiej ma szansę sprawić, że UE w najważniejszych sprawach może być jedną, solidarną, w miarę efektywną drużyną. I – uwaga! − wcale owa równowaga sił na poziomie decyzyjnym nie oznacza automatycznego paraliżu decyzyjnego. To są mity, które bądź z głupoty, bądź z pobudek politycznych są rozpuszczane przez naiwnych federalistów lub zwolenników niemiecko-francuskiej (lub tylko niemieckiej)dominacji.
eMBe/Ryszardczarnecki.onet.blog.pl

