Prof. Ryszard Legutko, szef delegacji PiS w Parlamencie Europejskim, jednocześnie wiceszef europejskiej frakcji Konserwatystów i Reformatorów, jest kandydatem na wiceszefa Parlamentu Europejskiego od roku uzgodnionym, nie tylko z Brytyjczykami, Czechami ale również z Litwinami, Łotyszami, Węgrami, Holendrami i Duńczykami.
Osobiście bardzo cenię prof. Mirosława Piotrowskiego, członka naszej delegacji zgłoszonego przez Zbigniewa Ziobrę. Mam jednak obawę, że mnożenie kandydatur z Polski na wiceszefa Parlamentu Europejskiego może być wykorzystane przez naszych partnerów w grupie na zasadzie „gdzie dwóch Polaków się kłóci, tam trzeci Czech korzysta”. Mnożenie tych kandydatów przez Ziobrę i jego środowisko polityczne może doprowadzić do tego, że Polacy obejdą się smakiem i zamiast umieścić swojego człowieka na tym wysokim stanowisku dostaną figę z makiem.Obawiam się, że roztrząsanie kwestii kandydata na wiceszefa Parlamentu Europejskiego, wszelkie próby dyskusji, kto powinien nim być, mogą się skończyć tym, że Polska straci swoją szansę.
Eksport na grunt europejski rywalizacji wewnątrz-prawicowej i ta „wrzutka” Zbyszka Ziobry nie tylko osłabia wizerunek polskiej prawicy w środowisku prawicy europejskiej, ale też bardzo konkretnie osłabia szanse Polaków na obejmowanie ważnych funkcji w Parlamencie Europejskim. Takich stanowisk jest szereg, a przenoszenie na grunt europejski wewnętrznej rywalizacji zwyczajnie szkodzi naszym aspiracjom i minimalizuje nasze szanse.
Rozmawiała Marta Brzezińska

