Ogłosił pan swoją kandydaturę na prezesa PZPN. To miłość do piłki? Ambicja polityczna? Chęć naprawy czegoś w Polsce? Patriotyzm?


- To każde z tych czterech czynników z osobna i wszystkie razem. Tak, to jest miłość do piłki, pasja lat dziecięcych. Tak, to jest ambicja, bo człowiek, który nie jest ambitny, nic nie osiągnie w polityce, ani z całą pewnością jako działacz sportowy. To jest też kwestia patriotyzmu, bo wyraźnie widać jak sport, piłka nożna, tenis czy siatkówka są czynnikami łączącymi Polaków, integrującymi naród. To znakomicie potrafili wykorzystać Niemcy, u których tak naprawdę po mistrzostwach świata w piłce nożnej w 2006 r. zrodziła się moda na wywieszanie flag narodowych. Jest to również naprawienie czegoś w Polsce, zmiana wizerunku PZPN, wprowadzenie realnych podstaw finansowych tak, aby polski sport piłkarski był mocny. Problem polega na tym, że największym paradoksem po Euro 2012 jest to, że sponsorzy, mimo wielkiej imprezy i genialnej promocji, gdzie 15 mln Polaków ogląda mecz polskiej reprezentacji – odchodzą. Oni powinni pchać się drzwiami i oknami. U nas jest odwrotnie dlatego, że Grzegorz Lato ze swoimi ludźmi odpycha ich.


Pan już cztery lata temu przymierzał się do fotela prezesa PZPN.


- Tak, prowadziłem kampanię wyborczą. Zjeździłem szereg okręgów, byłem na setkach meczy piłkarskich. Poznałem tysiące ludzi z tego środowiska. Zobaczyłem jednak, że to środowisko chce piłkarza, nie Zbigniewa Bońka, który dostał trzy razy mniej głosów, nie Lubańskiego, ale właśnie Grzegorza Latę. On im wtedy pasował. Dziś widać, że najlepszy piłkarz, będący jednocześnie bardzo złym trenerem, nie musi być dobrym prezesem, Michel Platini, genialny piłkarz i świetny prezydent UEFA, jest tutaj zaprzeczeniem Laty.


Jakby pan podsumował te cztery ostatnie lata działalności PZPN?


- Zmienił się na gorsze. Byłem krytykiem Michała Listkiewicza i dalej uważam, że szereg jego działań, czy brak działań obciąża jego konto, jako szefa PZPN i działacza sportowego. Ale wtedy było naprawdę lepiej. On miał marę międzynarodową. Były gwarancje finansowe rządu, wsparcie prezydenta Lecha Kaczyńskiego i zdobycie organizacji Euro. A dziś? Mamy problemy z licencjami klubów i rozmawiamy w dniu, kiedy w Łodzi odbywa się kolejny proces licencyjny, gdzie działacze Widzewa Łódź i pan Kręcina mają zarzuty. W wymiarze organizacyjnym, managerskim jest jeszcze gorzej niż było. Dla przykładu Orliki – są niewymiarowe i nie spełniają warunków, które postawił PZPN, aby mogły się na tych boiskach odbywać oficjalne rozgrywki dzieci i młodzieży. PZPN nie wytłumaczył rządowi, że powinny być większe. Jestem zdania, aby zacisnąć zęby i póki nie ma takich boisk wymiarowych, grać też na nich rozgrywki PZPN. Trudno. Taki to jest obraz.


Dziś obraz wygląda też tak, że na górze jest elita pławiąca się w luksusach, a na dole zaciskanie pasa przez pasjonatów, pozytywistów. Mój kolega posyła prywatnie w Warszawie swojego syna trzy lata na zajęcia piłkarskie i ani razu nie pojawił się tam przedstawiciel PZPN, aby łowić młode talenty. Z drugiej strony mam w rodzinie młodego trenera piłki, który wyszukuje dzieci ze zdolnościami piłkarskimi już w przedszkolach. Są pasjonaci, są rodzice, są trenerzy z miłością do piłki, ale jakby brakowało w tym łańcuchu kilku ogniw, aby było to wszystko spójne.


- Dziękuję, że powiedział pan o pasjonatach, którzy w polskim futbolu są na szczeblach najniższych. Bez nich polskiej piłki by nie było. Mam wielki szacunek dla trenerów dzieci i młodzieży, którzy pracują społecznie, bądź za psi grosz, ale robią fantastyczną robotę. Choćby dla nich warto zmienić PZPN.


Układ, przekręt, afera, niekompetencja, korupcja, zarzuty… z tym kojarzy się dziś PZPN. Są głosy, czy nie należałoby tego zaorać i zbudować coś nowego od zera?


- Hasło zaorać PZPN jest hasłem kompletnie nierealistycznym. Padł pomysł jednej z partii, aby zaorać PZPN. Przepraszam, ale nawet Putinowi, który w Rosji ma realną władzę, udało się zmienić szefa federacji futbolowej tak, aby zgodziło się na to UEFA i FIFA, ale dopiero jak zdecydował o tym zjazd i wybór tego, kogo on wskazał. Jednak gdy zawiesił poprzedniego prezesa, natychmiast rosyjska federacja piłkarska została zawieszona przez piłkarskie struktury na szczeblu europejskim i światowym. Jeśli ktoś chciałby zlikwidować jeden, a powołać drugi związek piłkarski, to nie zostanie on uznany, a polska reprezentacja będzie mogła grać mecze międzynarodowe wyłącznie z Autonomią Palestyńską, republiką Cypru Północnego czy krajem Basków, czyli krajami nieuznanymi przez opinię międzynarodową. Trzeba to zmienić, wykorzystać presję mediów czy rządu, który nie powinien chować głowy w piasek. Trzeba postawić na tych ludzi w PZPN, którzy dają nadzieję na zmiany. Takie osoby w nim również są. Ostatnio na zjeździe mikroregionu w Częstochowie wygrał przedstawiciel ruchu piłkarskiego, a nie działacz, który był tam od ćwierć wieku. Nowi, młodzi ludzie dopływają i są obecni, choć bardziej na poziomie klubów niż struktur PZPN. Oni są, ale nie ma wokół atmosfery robienia istotnych reform. Powinien być więc prezes z zewnątrz. Choć ja jestem i z zewnątrz, i z wewnątrz, bo byłem wiceszefem wydziału zagranicznego PZPN oraz członkiem rady nadzorczej Śląska Wrocław. Myślę więc, że doświadczenie mam. Mówienie, żeby zaorać PZPN, to jednak skrajny populizm. Proponowanie takiego rozwiązania tylko umocni Grzegorza Latę, bo PZPN trzeba zmienić w środku.


Lato, Kręcina, pan… mówi się, że będzie chciał kandydować Boniek, może Jerzy Dudek? Zapowiada się starcie gigantów. Widzi pan w tym zestawie swoją szansę?


- W zasadzie, jeśli doszedłby Boniek, byłaby taka sama czwórka kandydatów, jak cztery lata temu. Boniek widać, że ma ochotę, choć powiedział „Gazecie Wyborczej”, że jest niewybieralny. Ta lista nie jest pełna, chce kandydować poseł PO i były piłkarz Roman Kosecki. Jerzy Dudek to bramkarz, który był w komitecie honorowym Bronisława Komorowskiego. Ambicje mogą mieć również działacze klubowi czy prezesi silnych związków wojewódzkich. Ta lista będzie szersza. Nie wykluczam stworzenia wręcz szerszej koalicji, której celem będzie podziękowanie Grzegorzowi Lacie i odcięcie mu reelekcji. Mam też takie wrażenie, że pan Kręcina działa w porozumieniu z Latą, aby przekazać mu, w razie czego, swoje głosy. Wszystko jest możliwe.


PZPN to układy, pan kojarzony jest bardziej z poglądami chrześcijańskimi. Nie boi się pan, że stanowisko prezesa PZPN to miecz obosieczny, który ścina tych, którzy po niego sięgną?


- Nie boję się. Trzeba właśnie zbliżać PZPN do wartości moralnych, etycznych. Trzeba też wiedzieć, że nadstawianiem tam policzka niewiele się zwojuje. Tę instytucję trzeba zreformować. Święty Franciszek na stanowisko prezesa PZPN nie miałby szans. Można respektować pewne wartości i mieć twarde pięści, aby tych wartości bronić. Powiedziałem, że jestem człowiekiem ambitnym. O ile cztery lata temu Grzegorz Lato był faworytem, o tyle teraz ma mniejsze szanse. Ludzie, którzy na niego pracowali wcześniej, widzą, że w ich osobistym interesie jest zejść z linii strzału opinii publicznej, a dalsze forsowanie Laty powoduje, że PZPN będzie dalej się pogrążał w tym bagnie i będzie to równia pochyła. W ich interesie jest zmiana prezesa.


Jest pan kojarzony z prawą stroną sceny politycznej. Czy jest pan w stanie dotrzeć ze swoimi argumentami do przeciwnego obozu politycznego i przekonać, że warto na pana postawić?


- Na szczęście, to nie politycy będą decydować o wyborze prezesa PZPN, tylko delegaci na zjazd, przedstawiciele klubów piłkarskich oraz delegaci wojewódzkich związków. Czy polityk nie ma szans na prezesa PZPN? Gdy jeden polityk PO powiedział mi grzecznie, że on osobiście mnie szanuje i nie kwestionuje tego, że na piłce się znam, jednak to nie powinien być polityk. Dlaczego, jeśli PO mówi o swoim pośle Romanie Koseckim, to może on być zgłaszany, jeśli startuje polityk z PiS, to już nie? Jeśli przedstawiciele PO lansują Jerzego Dudka, członka komitetu honorowego Bronisława Komorowskiego, to nie jest to polityczne? Grzegorz Lato był wcześniej senatorem SLD i ta partia wyraźnie broni go również dziś. Wypowiedzi Millera, Wenderlicha, Czarzastego czy Napieralskiego o tym świadczą. Nie uważam, aby to, że jestem członkiem partii, przekreślało moje szanse, a fakt, że jestem europosłem i mam kontakty międzynarodowe, umacnia moją pozycję. Ostatnio w sukurs przyszedł mi Michel Platini, szef UEFA, który mianował na przewodniczącego nowego organu UEFA, takiego sądu śledczego, który bada wydatki piłkarskie w Europie, mojego kolegę europosłaJeana-Luca Dehaene, byłego premiera Belgii. Jeśli więc może mieć takie stanowisko europoseł z Belgii, to czemu europoseł z Polski nie może być szefem narodowej federacji piłkarskiej? Nie dajmy się zwariować.


Zna się pan z Platinim?


- Tak, byłem aktywnym działaczem tej grupy w PE, kiedy UEFA załatwiała tam przeforsowanie kilku swoich regulacji. Znamy się z różnych zjazdów UEFA, seminariów czy spotkań piłkarskich. Obaj byliśmy w loży honorowej.


To serdeczna relacja?


- Przynajmniej mogę się z nim porozumieć. Grzegorzowi Lato trudniej.


Co miałby pan do zaproponowania kibicom, którzy skandują na stadionie: je…ć PZPN!


- Transparencję. Chciałbym, aby audyt PZPN nie wyglądał w ten sposób, aby robiła go jakaś firma za pieniądze PZPN. I opinia publiczna ma poczucie, że PZPN kupuje sobie dobrą samoocenę. Chciałbym, aby był to audyt publiczny w obecności ministra sportu i kochających piłkę reprezentantów opinii publicznej ze świata kultury, polityki i biznesu, aby oni ten audyt autoryzowali, aby było poczucie, że finanse PZPN są znane, że wiemy, ile jest etatów, ile idzie na pensje działaczy, szkolenie młodzieży, a ile na zwracanie działaczom za przyjazdy na zarządy, czy ile kosztuje hotel Sheraton, na spotkania działaczy. Poprzez taki audyt PZPN może odzyskać wiarygodność.


 

Rozmawiał Jarosław Wróblewski