Znaczący wpływ na wynik głosowania miał fakt odejścia pod koniec ubiegłego roku czterech polskich posłów z frakcji EKR, co oczywiście wywołało olbrzymie emocje wśród naszych brytyjskich i czeskich kolegów oraz posłów z innych frakcji. Jestem przekonany, że gdyby nie to, prof. Ryszard Legutko zostałby wiceszefem PE, bo została wcześniej taka umowa podjęta. Ci, którzy głosowali przeciw prof. Legutko przyznawali później, że uwawiali się z frakcją, która liczyła dziesięciu europosłów, a teraz zostało nas sześciu, więc umowa jest nieważna.

 

Co ciekawe, "ziobryści" tylko zapowiedzieli wyjście z EKR, bo oficjalnie ono jeszcze nie nastąpiło. Formalnie, mogą to zrobić jedynie na sesji plenarnej PE, która odbędzie się dopiero w przyszłym tygodniu. W praktyce, mogli więc zagłosować za prof. Legutko, a dopiero potem opuścić frakcję. To, co zrobili przesądziło o tym, że Polska nie będzie miała trzech przewodniczących w PE, a była na to bardzo realna szansa. 

 

To smutne, że ludzie, którzy mają Polskę na ustach i odwołują się do wartości patriotycznych w teorii, w praktyce uniemożliwili wybór Polaka na prestiżowe stanowisko w PE. To dla mnie niesamowite, bo jako poseł w PE zawsze głosowałem na Polaków, nawet jeżeli byli z innej, dalekiej mi opcji politycznej. Nie mieści mi się w głowie, że tak można działać.

 

not. eMBe