Politycy Europejskiej Partii Ludowej (w skład tej frakcji wchodzą m.in. europosłowie Platformy i PSL), a także Socjaliści i Liberałowie złożyli w PE wniosek o podjęcie problemów Polski w obliczu przejęcia rządów przez Prawo i Sprawiedliwość. Pomysł wywlekania rodzimych spraw na międzynarodowym forum w rozmowie z nami krytykuje Ryszard Czarnecki – eurodeputowany PiS.

 

Jak możemy krótko ocenić inicjatywę zmierzającą do roztrząsania wewnętrznych problemów Rzeczypospolitej przez europejskie gremium?

W tym kontekście chciałbym przypomnieć jedną z pięciu prawd Polaków, które w latach trzydziestych zostały przyjęte przez Związek Polaków w Niemczech. Brzmiała ona: „Polska jest matką, a o matce nie mówi się źle”. To właśnie zdanie dedykuję tym wszystkim, którzy dziś dla własnych, prywatnych, politycznych korzyści biegną do Unii z donosami na własny kraj i usiłują budować swoją pozycję polityczną w państwie poprzez odwoływanie się do obcych. Jest to skandal. Choć jednocześnie jest to działanie zakorzenione w historii, nieraz bowiem bywało u nas tak, że ci, którzy przegrywali w kraju, szukali potem oparcia u obcych mocarstw.

Uściślijmy – ci, którzy wyszli z inicjatywą, aby Parlament Europejski podnosił na swym forum sprawy Polski to w głównej mierze politycy Platformy Obywatelskiej?

Tak, przede wszystkim byli to członkowie tej formacji. W polityce zdarza się przegrywać, ale trzeba umieć to robić. Jak widać, politycy PO tej umiejętności nie posiadają. Wyraźnie nie mają żadnego pomysłu na bycie w opozycji, stąd uczepili się Trybunału Konstytucyjnego, jak pijany płotu, a teraz w Parlamencie Europejskim rozrabiają, jak zając w kapuście. Rzecz jednak w tym, że realizując swoje interesy, grają Polską. To jest bardzo smutne, tym bardziej, że jest to sytuacja wymarzona dla różnych zachodnich i wschodnich państw, które nie chcą silnej Polski. Te kraje z pewnością będą bardzo chętnie potępiać nasz kraj na forum europarlamentu.

Więc takie wywlekanie naszych spraw na międzynarodowym forum może mieć bardzo negatywne konsekwencje dla państwa polskiego?

To jest uderzanie w wizerunek Polski. Dodatkowo ma ono miejsce akurat w momencie, gdy toczą się negocjacje na temat kwestii uchodźców. W tej sytuacji takie działania mogą zaowocować osłabieniem pozycji Polski, a tym samym polskiej dyplomacji. Może to doprowadzić na przykład do zaostrzenia się stanowiska zachodu i wywierania silniejszej presji na nas, abyśmy przyjęli do siebie imigrantów.   

Jest to więc przedkładanie prywatnych korzyści nad dobro naszego kraju?

Ci ludzie, którzy dążą do tego, by Parlament Europejski dywagował nad wewnętrznymi problemami Rzeczypospolitej, stawiają prywatę ponad dobrem naszej ojczyzny. To jest prawdziwy dramat. Mam nadzieję, że nasze społeczeństwo i wyborcy o tym prędko nie zapomną.

Jak takie rozmowy na forum Parlamentu Europejskiego o Polsce w ogóle miałyby wyglądać? Czy to jest jakkolwiek realne, by PE dokonał jakiś działań, czy ingerencji?

Tu chodzi przede wszystkim o medialno-propagandową egzekucję jaką już parokrotnie praktykowano przeciw Viktorowi Orbanowi i Węgrom. Teraz będzie to wymierzone w Polskę, ale oczywiście takie medialne działania nie mają żadnej mocy wiążącej. Z pewnością spotkamy się jednak z próbą uchwalenia rezolucji, która w jakiś sposób Polskę potępi, a co najmniej odbędzie się debata na ten temat na forum w Brukseli. Taką debatę już zresztą zapowiedziała Europejska Partia Ludowa.

Myśli Pan, że czekają nas kontynuacja tej strategii i krytykowanie polskiego rządu na europejskiej arenie, czy też jest to jednorazowa sytuacja?

Pisałem już na ten temat na początku sierpnia, czyli na długo przed wyborami. Przewidywałem wtedy, że kiedy PiS wygra, Platforma Obywatelska wspierana przez różne siły zewnętrzne, będzie uruchamiała presję międzynarodową, by ta naciskała na nasz kraj. Uważałem już wtedy, że PO będzie chciało takiej ingerencji dokonanej przez różne niechętne nam środowiska i kraje na zachodzie.

Bardzo dziękuję za rozmowę

Rozmawiał MW