- W pierwszej chwili pomyślałem: Boże, zabiłem ją! - mówi ojciec 3-letniej Claire Hill, kierowca czterotonowego autobusu, który przejechał w Sydney własną córkę. Po wydarzeniu okazało się jednak, że oprócz paru zadrapań dziecku nic się nie stało, co potwierdziło także badanie lekarskie.

Pracujący w szpitalu lekarze nie byli w stanie wytłumaczyć, jak do tego mogło dojść. Rodzice mają swoją teorię: w 2008 roku, podczas wizyty papieża w Australii, Benedykt XVI pobłogosławił małą Claire, która była wówczas niemowlęciem. Zdaniem państwa Hill fakt, iż ich córka przeżyła wypadek, jest prawdziwym cudem.

sks/Bild.de

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »