W 2004 roku dzieci wychowujących się w domach dziecka lub rodzinach zastępczych było 87,9 tys., w 2008 roku już 95,8 tys. – wynika z danych Ministerstwa Pracy.

Ekspert ds. polityki społecznej z Uniwersytetu Warszawskiego Ewa Leś uważa, że jak na nasz kraj to liczba ta jest bardzo duża.

- Sędzia, który dostaje ze szkoły sygnał, że uczeń przyszedł na lekcje głodny, zabiera go do domu dziecka, bo tam dostanie jeść. A czasem lepiej, żeby to dziecko trochę gorzej zjadło, ale miało miłość, która umożliwi rozwój – wyjaśnia w "Rz" prezes Towarzystwa Nasz Dom Tomasz Polkowski.

Elżbieta Czyż z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka twierdzi, że dziś sądy bardzo często zabierają dzieci prewencyjnie, gdyż sędziowie boją się o zarzut zaniedbania. - A przecież zabranie dziecka z rodziny biologicznej powinno być ostatecznością – mówi Czyż.

Z drugiej strony bywa, że sądy rodzinne nie pozbawiają władzy rodzicielskiej ludzi, którzy latami nie interesują się swoimi dziećmi. Tracą one szanse na adopcję, a skutki są opłakane.

Terapeuta rodzinny Marek Liciński mówi, że w Polsce jest brak pracowników socjalnych. Średnio mogą poświęcić jednej rodzinie 30 minut miesięcznie i to tylko w wypadku, kiedy cały czas przeznaczaliby na pracę w terenie.

Rząd PO – PSL odziedziczył po PiS projekt ustawy o wspieraniu rodziny, która miała wprowadzić instytucję asystenta rodzinnego. Opłacany przez samorząd asystent miałby pod opieką maksimum 15 osób. Rządowa ustawa w tej sprawie do dziś nie została skierowana do Sejmu.

 

MaRo/Rp.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »