Referendum odbywa się na południu kraju. Mieszkańcy tych rejonów odpowiadają na pytanie, czy oddzielić się od reszty kraju i stworzyć osobne państwo. Eksperci spodziewają się, że głosujący opowiedzą się za ogłoszeniem niepodległości.
Część obserwatorów, w tym były amerykański prezydent Jimmy Carter, potwierdza, że głosowanie spełnia międzynarodowe standardy. Rzecznik sekretarza generalnego ONZ Martin Nesirky twierdzi, że liczenie głosów potrwa około dwóch tygodni. - Wstępne rezultaty powinny być znane do 2 lutego. W zależności od tego, czy do sądu wpłyną protesty, końcowe wyniki powinny być ogłoszone 7 lub 14 lutego – dodał. Jeśli mieszkańcy południa Sudanu opowiedzą się za secesją, nowe państwo powstanie w lipcu.
Wyniki referendum mogą doprowadzić do nieprzewidywalnych skutków. Północ kraju, zamieszkana głównie przez muzułmanów, może nie chcieć uznać powstania nowego państwa. Bowiem południe obecnego Sudanu jest bogate w surowce, m.in. ropę. Dodatkowo, tam dominują chrześcijańscy obywatele, którzy sprzeciwiają się obecnym stosunkom panującym w Sudanie. Misjonarze, działający w Sudanie, ostrzegają, że wyniki referendum mogą doprowadzić do eskalacji konfliktu między chrześcijanami a muzułmanami, która może skończyć się wybuchem nowej wojny w tym kraju. Czy Sudan znów spłynie krwią?
żar/Polskieradio.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

