- Jeśli ktoś kogoś obraził, to zwyczajnie musi przeprosić – mówi Jacek Kotula i tłumaczy, dlaczego wniósł skargę przeciwko Kuleszy o naruszenie przez posła praw osób wierzących i ich do dobrego imienia do Sądu Metropolitalnego w Przemyślu. Przed tą decyzją Kotula wzywał polityka PO do wycofania swoich słów.

Jak wygląda tego typu sprawa w sądzie kościelnym? - Najpierw sąd wzywa do ugody pomiędzy stronami. Jest to wstępny etap przedprocesowy. Sąd od momentu wpłynięcia skargi ma miesiąc na rozstrzygnięcie, czy sprawa zostanie przyjęta, czy nie – tłumaczy „Naszemu Dziennikowi” oficjał Sądu Metropolitalnego w Przemyślu, ks. dr Józef Bar. W przypadku przyjęcia skargi proces będzie procesem spornym, a nie karnym.

Obaj panowie zamierzają stawić się na pojednawczym spotkaniu, chociaż obaj wydają się nieugięci w swoich stanowiskach. - Zobaczymy, co poseł Kulesza będzie miał nam do zaproponowania. Teraz ruch jest po jego stronie. W wypowiedziach dla różnych mediów twierdzi, że powtórzyłby raz jeszcze to, co powiedział. Samo wyciągnięcie ręki w tej sytuacji na pewno nie wystarczy - tłumaczy prezes Stowarzyszenia Contra in vitro.

Co na to Kulesza? - Ja nie zmieniam swojego zdania, bo nadal uważam, że pan Kotula postąpił bardzo niegodziwie, i będę to podtrzymywał także na tym spotkaniu. To nie ja rozpocząłem tę rozróbę, ale pan Kotula, który obraził wówczas jeszcze marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego - zaznaczył

Portal Fronda.pl pisał o tym, że w połowie czerwca po Rzeszowie jeździł samochód (kierował nim właśnie Kotula z lawetą) i zdjęciem Komorowskiego w zestawieniu z dzieckiem zabitym przez aborcję. Do tego dwa napisy: "Marszałek Komorowski popiera kompromis aborcyjny" i "Kompromis aborcyjny zabija chore dzieci". – Chcieliśmy pokazać czym naprawdę jest kompromis aborcyjny i jakie poglądy na sprawę życia ma kandydat na prezydenta – tłumaczył nam wówczas Jacek Kotula.

Nazajutrz w stolicy Podkarpacia miał właśnie gościć Komorowski. Akcją zbulwersował się poseł Kulesza, który złożył nawet w tej sprawie doniesienie na policji. Po jego interwencji lawetę z billboardem zatrzymano, a następnie aresztowano. Wcześniej samochód objechał 14 innych miast i nigdzie nie został zatrzymany.

maj

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »