Swoje wyznania Bartoś zaczyna od otwartego przyznania się, że na pasterkę nie pójdzie. A na pytanie, czy w ogóle chodzi do kościoła odpowiada: „staram się o utrzymanie zdrowego dystansu. To, co dziś jest Kościołem katolickim, i sposób, w jaki on funkcjonuje, także liturgicznie, jest czymś, w czym się nie odnajduję” – oznajmia były dominikanin. I już dla tego wyznania warto przeczytać ten wywiad. Oto bowiem człowiek przedstawiany w mediach jako filozof i teolog przyznaje, że nie praktykuje. I wykazuje się całkowitym niezrozumieniem Kościoła.
Dalej jest jak zwykle. To znaczy jest mowa o tym, jak beznadziejny jest Kościół, jak bardzo nie dorasta do wizji Bartosia. Słowem nic nowego. Ale na koniec były dominikanin zostawił jeszcze cymesik. I oznajmił, że jego celem jest zniszczenie Kościoła. – Po odejściu z zakonu najwyraźniej zatracił pan umiejętność głoszenia dobrej nowiny – pyta dziennikarz. A Bartoś odpowiada: - To jest dobre słowo – osłabić wpływ Kościoła, który sprzeniewierzył się Ewangelii, jest zdemoralizowany i demoralizuje ludzi, bo uczenie nienawiści jest demoralizacją. Pomóc mu odrodzić się przez śmierć. Przez śmierć do życia – oznajmia Bartoś.
I znowu dziękuję mu za te słowa. Dzięki nim jest jasne, jaki jest jego cel. I sam Bartoś nie będzie się już mógł z raz wypowiedzianych słów wycofać. Chyba, że przez radykalne nawrócenie, którego szczerze mu życzymy.
TPT
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

