To co nie udało się przez 15 lat nieformalnie działającemu Związkowi Ludności Narodowości Śląskiej z siedzibą w Katowicach, udało się grupie młodych działaczy z Opola. Stało się tak, bo w swoim statucie opolskie stowarzyszenie zastrzegło, że nie będzie startować w wyborach parlamentarnych. Sąd postanowił uhonorować to "samoograniczenie".


Zanim rozlegnie się krzyk w całym kraju, że zdrajców Polski honoruje sąd i że Śląsk nie jest już polski, mam kilka rad co zrobić, żeby Polska zdobyła "rząd dusz" na Górnym Śląsku.


Po pierwsze wprowadźmy lekcje kultury regionalnej. Nie tylko w woj. śląskim, ale w całej Polsce. Górny Śląsk to jednak miejsce szczególne, bo region ten miał przez 700 lat zupełnie inną historię niż Polska. Każde śląskie dziecko powinno wiedzieć kim był Karol Godula (rodowity Górnoślązak, syn leśniczego, który został jednym z największych przemysłowców nie tylko na Śląsku, ale i w Prusach), kim był ks. Norbert Bończyk, poeta zwany "śląskim Mickiewiczem", jakie wielkie rody szlacheckie miały swoje siedziby na Śląsku. Analiza śląskich gwar pokazałaby młodym ludziom, że pochodzą one ze staropolszczyzny i zawierają słowa, których używali Rej i Kochanowski. Lekcje kultury regionalnej można urządzić w miejsce Wiedzy o Społeczeństwie, która jest przedmiotem mało przydatnym.

 

Po drugie - prezydent i wyżsi rangą politycy powinni uczcić pamięć o niesłusznie represjonowanych Ślązakach pod koniec wojny i w okresie stalinizmu. Niby można mówić o komunistycznych obozach pracy w których katowano i zabijano Ślązaków (a także Niemców i żołnierzy antykomunistycznego podziemia), ale mówi się o tym mało, a miejsca kaźni są upamiętnione ledwie symbolicznie. Marzy mi się, żeby prezydent Komorowski zamiast rytualnej wycieczki pod Górę św. Anny pojawił się przed bramą obozu "Zgoda" w Świętochłowicach i powiedział wyraźnie: "Ta zbrodnia nie była dokonana w imieniu narodu polskiego". Komunistyczni oprawcy bili i głodzili na śmierć ludzi za rzekomą "zdradę Polski" i  tak to zostało tu zapamiętane.

 

Po trzecie: parlamentarzyści powinni przyjąć ustawę uznającą Ślązaków za mniejszość etniczną. Z tej decyzji płyną przywileje głównie w dziedzinie edukacji i pielęgnowania własnej kultury (bo politycznych przywilejów owo określenie już nie daje). To zaspokoiłoby aspiracje dużej grupy śląskich autochtonów, którzy uważają, że są czymś więcej niż grupą regionalną. Ślązacy mieliby więc takie prawa jak np. Kaszubi. Nie czas na akademicką dyskusję, czy Ślązacy są ową grupa etniczną czy nie. Gołym okiem widać, że panuje tu inna mentalność i obyczajowość. Śląsk zawsze dokładał do wspólnej kasy ogromne sumy, dzięki którym kraj mógł się rozwijać, więc nie byłaby to żadna wspaniałomyślność ze strony państwa polskiego.

 

Po czwarte - i tu zwracam się nie tylko do polityków, ale i kolegów po piórze - przestańmy pisać odezwy do Ślązaków, żeby nie deklarowali śląskości jako osobnej narodowości, nie piszmy o śląskiej tożsamości z protekcjonalizmem (celowała w tym zwłaszcza "Rzeczpospolita"), bo Ślązacy zawsze zrobią Wam na złość. To dowód, że posiadają prawdziwie polską duszę.

 

Rafał Geremek