Michał Barcikowski, kwartalnik „Christianitas”:
Po wydaniu motu proprio „Summorum Pontificum” zmieniła się atmosfera wokół tradycyjnej liturgii. Do tej pory była ona czymś, czego trzeba się było wstydzić, czymś marginalnym. Wiele osób po raz pierwszy w ogóle dowiedziało się o jej istnieniu – o tym, że był Sobór Watykański II, który przeprowadził reformę, na temat której odbywał się spór i która napotykała na opór. Od trzech lat ten temat jest głośny i stał się jednym z głównych tematów dyskusji na temat przyszłości Kościoła i jego odnowy.
Pojawia się pytanie, na ile będzie on czerpał w przyszłości ze źródła pobożności, jakim jest Msza św. w rycie nadzwyczajnym. To zależy w dużej mierze od biskupów i kapłanów. Papież niczego nie chce narzucać. Niestety, z drugiej strony motu proprio napotyka na opór, szczególnie wśród biskupów z Ameryki Południowej, którzy otwarcie utrudniają korzystanie z niego. Także w Polsce biskupi wydali dokument, który miał wyjaśnić wiernym, czym jest „Summorum Pontificum”, a w rzeczywistości zawęził jego oddziaływanie. Na szczęście jednak nie dochodzi do otwartej obstrukcji, jak w Chile, czy Argentynie.
W Polsce tradycyjna Msza św. pozostaje marginalna jedynie w stosunku do milionów Polaków, którzy uczęszczają na Mszę św. w Nowym Rycie. Jesteśmy krajem, w którym katolicy nadal masowo uczestniczą w liturgii, przystępują do sakramentów, nie jesteśmy świadkami otwartej laicyzacji, jaka spotkała Francję, Niemcy czy Włochy, czy też postępuje w Irlandii. W tym kontekście te 32 ośrodki, w którym odprawiana jest Msza św. w rycie nadzwyczajnym to oczywiście nadal bardzo niewiele.
Jednak zamysł Papieża był taki, by tradycyjna liturgia była zakwasem, bez którego chleb nie można upiec chleba. I funkcję takiego zakwasu rzeczywiście pełni w Polsce Msza św. w rycie nadzwyczajnym.
Jarosław Makowski - publicysta, Instytut Obywatelski
<!-- @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } -->
Ci którzy liczyli na większy wpływ tradycyjnego rytu na ludzi mogą czuć się rozczarowani. Nie wygląda na to, by uregulowanie sprawy rytu nadzwyczajnego przyciągnęło do tego typu duchowości nowych wiernych, raczej korzystają z niego ci, którzy już wcześniej dobrze się w nim czuli.
Jestem zwolennikiem pluralizmu w Kościele, więc nie podzielam zdania, iż motu proprio było odwrotem od Soboru Watykańskiego II. W Kościele katolickim mamy do czynienia z jednością w różnorodności. Benedykt XVI podkreślił, iż katolikami są także ci, którym bliski jest ryt tradycyjny. Sam lubię stary ryt i od czasu do czasu uczestniczę w Mszy św. odprawianej w nim. Jednak nie chciałbym wrócić do sytuacji sprzed Soboru Watykańskiego II, kiedy to dostępny był jedynie stary ryt. Dlatego też różnię się od twardych tradycjonalistów, którzy wszystkim wiernym chcieliby narzucić swoją wizję.
Papież, którego rola polega na łączeniu różnych nurtów w Kościele, wychodzi naprzeciw zarówno tradycjonalistom, jak i progresywistom. Nie opowiada się za żadną ze stron, choć nie jest tajemnicą, iż sympatyzuje z konserwatystami. Sobór widzi jako element ciągłości, a nie nowego otwarcia. I w tym sensie także pokazał, że dla obu nurtów jest miejsce w Kościele.
not. sks
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
