Obecność Adama Darskiego w jury programu „The Voice of Poland” wywołała całą falę protestów. Jako pierwszy wobec promowania satanizmu przez TVP sprzeciwił się włocławski biskup Wiesław Mering. Hierarcha wezwał również do obywatelskiego bojkotu i niepłacenia abonamentu. Za nim swoje oburzenie postawą TVP wyrażali nie tylko ludzie związani z Kościołem, ale także publicyści, dziennikarze, ludzie świata kultury.

 

Choć wszystkie te apele konsekwentnie pozostają bez odpowiedzi, to jednak nie są kierowane w próżnię. Ich adresatem jest osoba, na której barkach spoczywa ciężar odpowiedzialności za obecność Darskiego w muzycznym show - Juliusz Braun. Prezes TVP, który zdaje się być całkowicie niewzruszony na liczne głosy protestów z różnych stron, tym samym walnie przyczyniając się do promowania antywartości w telewizji publicznej to postać z bogatą (w pozytywnym tego słowa znaczeniu!) przeszłością.

 

Mało kto pamięta, że zanim obecny prezes TVP zaczął z ramienia Unii Demokratycznej, a potem Unii Wolności udzielać się na scenie politycznej, przez sześć długich lat (1983-1989) był dziennikarzem katolickiego tygodnika „Niedziela”. Braun w swoim czasie był bardzo dumny z pracy jako dziennikarz katolicki. Braun przewodniczył także Komisji Kultury i Środków Przekazu, działał w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. 

 

Bronisława Wildsteina specjalnie nie dziwi się taka wolta światopoglądowa prezesa TVP. - Promowanie niejakiego Nergala w telewizji, nagradzanie go za akty nienawiści, obrażania uczuć większości Polaków jest po prostu skandaliczne. Mało tego, jest działalnością naruszającą prawny porządek ponieważ w misję telewizji publicznej jest wpisana obrona wartości, także chrześcijańskich. Pan Juliusz Braun, który odpowiada za decyzję o zaangażowaniu Nergala w TVP, łamie normy prawne, nie wspominając już o normach przyzwoitości – mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl Wildstein.

 

- Fakt, że kiedyś Braun był publicystą katolickim jakoś mocno nie dziwi. Niby mogłoby to wydawać się czymś szokującym, jednak nie w Polsce i nie w III RP – dodaje Wildstein i jednocześnie zwraca uwagę, że w Polsce wiele jest takich postaci, które w latach osiemdziesiątych, pod koniec upadku komunizmu, deklarowały swoje wartości religijne, wiązały się z różnymi organizacjami kościelnymi, bo wtedy Kościół był dla nich doskonałą instytucją promocyjną.


Można długo wymieniać takie postaci, które dziś robią karierę m.in. na antykatolicyzmie i deklarowaniu lewicowości. Wildstein jako przykład podaje Jacka Żakowskiego, który jego zdaniem zawsze potrafił odnaleźć się we właściwym nurcie. - W latach osiemdziesiątych był dziennikarzem miesięcznika „Powściągliwość i praca” (wydawane przez zgromadzenie michalitów, założycielem pisma był ks. Bronisław Markiewicz – przyp. red.), co dawało mu ogromne możliwości – podkreśla Wildstein.


Zdaniem publicysty, można zaobserwować nawet pewien nurt ideowych przemian. - W latach osiemdziesiątych należało wiązać się z „Solidarnością”, można było nawet mówić o pewnej fali powrotów do Kościoła, deklarowanych nawróceń etc. Dziś mamy inny świat, więc ci sami ludzie wykorzystują inne wehikuły promocyjne. Mówię tu nie tylko o pojedynczych osobach, ale ogólnie o klimacie kraju, w którym osoby takie jak pan Braun zostają szefami telewizji publicznej – konstatuje Wildstein.

 

Warto również przypomnieć, że prezes TVP pochodzi z rodziny o bogatej tradycji kulturalnej i patriotycznej. Jego stryj, Jerzy Braun był jednym z twórców skautingu w Polsce, redagował pismo harcerskie „Czuwaj”, napisał wiele popularnych pieśni harcerskich, w tym słynne „Płonnie ognisko, szumią knieje”. Jego rodzina w ogóle była bardzo związana z harcerstwem – matka Henryka Braunowa (z domu Miller) była komendantką Chorągwi Żeńskiej w Krakowie.

 

Jerzy Braun walczył w Powstaniu Warszawskim, po wojnie od marca 1945 przewodniczył Radzie Jedności Narodowej, od czerwca 1945 roku był ostatnim Delegatem Rządu na Kraj. Kierował także opozycyjnym, katolicko – narodowym „Tygodnikiem Warszawskim”. Za działalność niepodległościową był więziony przez władze stalinowskie (1948-1956). Poddano go licznym szykano i torturom (m.in. wybito mu wszystkie zęby i jedno oko). Skazano go na dożywocie (prokurator żądał kary śmierci), ale po długich i uciążliwych staraniach udało mu się zdobyć paszport i wyjechał do Rzymu. Tam mocno angażował się podczas Soboru Watykańskiego II, wygłaszał liczne prelekcje w Radiu Watykańskim. Był słynnym działaczem politycznym, wybitnym poetą, dramaturgiem, krytykiem literackim, publicystą i scenarzystą, filozofem.

 

Wbrew przysłowiu, czasami jabłko pada daleko od jabłoni... 

 

Marta Brzezińska