Protokoły, do których dotarła "Rz" wzbudzają poważne pytania. Pierwsze z nich dotyczy czasu katastrofy. Według pierwszych informacji maszyna TU-154m rozbiła się o godz. 8:56 polskiego czasu. Z kolei w ubiegłym tygodniu premier Donald Tusk w trakcie konferencji prasowej poinformował, że czarne skrzynki przestały pracować o 8:41. Jednostki ratownicze pojawiły się na lotnisku po godz. 9:00. Skąd więc godzina wpisana przez "lekarza zakładu medycyny sądowej" w Moskwie?

- Lekarz przyjął godzinę katastrofy, która była najbardziej prawdopodobna – uważa były minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski. A były prokurator krajowy Kazimierz Olejnik zastanawia się, od kogo lekarz przeprowadzający sekcję uzyskał tę informację. - Sam może podać ten czas w przybliżeniu – tłumaczy. Tych pytań nie chciał komentować rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Zbigniew Rzepa.

Drugą sprawą wynikającą z protokołów, która każe stawiać poważne znaki zapytania jest udział w dochodzeniu polskich śledczych. W trzech opisywanych dokumentach nic nie ma na ten temat. Rosyjski lekarz opisywał sytuację w liczbie pojedynczej ("stwierdziłem") – Dopóki nie zobaczymy tego dokumentu i nie będzie on przetłumaczony przez tłumacza przysięgłego, nie będziemy sprawy komentować – ucina płk Rzepa.

Jednocześnie rzecznik wojskowej prokuratury przyznaje, że polscy śledczy nie dostali jeszcze dokumentów z sekcji. Nad pominięciem polskich ekspertów w protokołach zastanawia się Kazimierz Olejnik. - Powinny się tam znaleźć ich podpisy – tłumaczy.

Rozważa też wnioski z sekcji: "Nie można umrzeć z powodu mnogości obrażeń. Sekcja zwłok polega na tym, by konkretnie określić, co było przyczyną śmierci, np. uderzenie w głowę, rana cięta, kłuta". Tym bardziej, że opisywane protokoły dotyczą osób, których ciała w wyniku katastrofy zostały nieznacznie uszkodzone.

mm/Rzeczpospolita

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »