- Zakazane jest niszczenie embrionu ludzkiego – czytamy w art. 6 projektu. Zarodków ludzkich nie będzie można ani odsprzedać, ani oddać komuś za darmo. Obcy mężczyzna nie będzie mógł być dawcą nasienia dla małżeństwa, które poddaje się zabiegowi in vitro. Projekt ustawy przedstawia "Dziennik". Klonowania ludzi, eksperymenty na embrionach i tworzenia ludzko-zwierzęcych hybryd ma być zakazane przez ustawę. - Zabawa ludzkim embrionem to nie żarty - zdaje się tu mówic ustawodawca. Tworzenia ludzkiego embrionu poza organizmem kobiety jest nielegalne. Ale okazuje się, że jeśli chodzi in vitro, sprawa ma się już zupełnie inaczej.

Spokojnie, wszystkim zajmie się urząd

Licencja na działanie klinik in vitro, wystawiana przez prezesa urzędu ds. biomedycyny, oraz specjalne uprawnienia dla lekarzy, to pomysł komisji na wyeliminowanie in vitrowego podziemia. Również dostęp do metody in vitro byłby przez państwo reglamentowany.

Mogłoby z niego skorzystać małżeństwa, które wykażą, że są bezpłodne. Związki nieformalne by się nie kwalifikowały, tak jak osoby chore i upośledzone genetycznie. Nie miałyby na nie szans również kobiety po czterdziestce. Chociaż prezes urzędu ds. biomedycyny mógłby w specjalnych przypadkach wydać zgodę na na in vitro do czterdziestki piątki.


Zakaz nadliczbowych zarodków, a w zasadzie jego brak

W procedurze in vitro można by wykorzystać zarodki tylko osób w niej uczestniczących. Jeśli zostałyby jakieś  niewykorzystane zarodki, za zgodą dawców, można by je zamrozić i w razie potrzeby wykorzystać ponownie. Zakaz zamrażania byłby więc względny. Gdyby po wytworzeniu zarodka zaszły medyczne przeciwwskazania dla jego wszczepienia, albo kobieta po prostu zmieniłaby zdanie, zarodek trzebaby zamrozić. Zgłoszony do centralnego rejestru biomedycznego, znalazłby swoje miejsce w lodówce.

Tam, osierocony, czekałby na szczęśliwy traf. Mogliby zaadoptować go małżonkowie, którzy nie mogą mieć "własnych embrionów" i pragną zaadoptować cudzy. Musieliby tylko dostarczyć zgodę sądu, który sprawdzi, czy mają odpowiednie kwalifikacje i żadnych przeciwwskazań medycznych. Wyjątkowo sąd mógłby nawet przyznać zgodę na adopcję kobiecie bez męża.

W przypadku, gdy dawcami gamet byli małżonkowie, to oni sprawują pieczę nad zarodkiem. Jeśli zarodek został adoptowany, od momentu zagnieżdżenia w ściance macicy - prawa przechodzą na rodziców adopcyjnych.

Osoba "adoptowana w zarodku" miałaby prawo dowiedzieć się kim są jej genetyczni rodzice po ukończeniu osiemnastego roku życia. Dane te będą na nią czekały w centralnym rejestrze biomedycznym.

Pan zapłaci, Pani zapłaci, społeczeństwo zapłaci

Ustawa nie mówi, kto miałby za in vitro zapłacić. Czy katolicy, dla których ten proceder jest niedopuszczalny moralnie i niegodny także mieliby do niego dokładać? Stwierdza jedynie, że taka możliwość jest dopuszczalna, ale określi to odrębna ustawa.

Reklamacji nie uwzględniamy

- Nikt nie może żądać tytułem odszkodowania zwrotu kosztów poniesionych w następstwie urodzenia się – czytamy w projekcie. Kiedy dziecko powstałe w wyniku procedury in vitro nie spełniałoby oczekiwań rodziców, np. nie byłoby zbyt mądre lub wystarczająco wysokie, nie będą się oni mogli starać o odszkodowanie. Przynajmniej teoretycznie, bo praktyka krajów, gdzie in vitro jest rozpowszechnione pokazuje, że przed procesami sądowymi związanymi z alimentmi i odszkodowaniami za in vitro, nie chroni żadna ustawa.


aj, Dziennik

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »