Koronnym dowodem na to są choćby dwa fragmenty tego wywiadu:


„Zacznijmy od Adama i Ewy. Czy Ewa poczęstowała go marihuaną?

- Bardzo prawdopodobne, że pod tym jabłkiem kryje się jakiś silny psychodelik. Substancja, która pozwoliła temu androidowi uruchomić nowe partie w mózgu. Może w ten właśnie sposób powstała świadomość, doszło do mutacji genu odpowiedzialnego za mowę.

W książce pokazuję, jak przez ostatnie 12 tysięcy lat - tyle, ile sięga historia - używano produktów z konopi. I w sensie przemysłowym - do produkcji lin, tkanin, sieci, ubrań. I jako lekarstw. I jako środka do kontaktu z bogami czy Bogiem. Bo na początku psychodeliki z marihuaną na czele zarówno w animizmie, politeizmie, jak i monoteizmie były używane przez szamanów

i proroków do kontaktów z istotą wyższą (…)


Pytia ze świątyni Apollina była upalona?

- Tylko nie wiadomo, co paliła. Są też spekulacje, że tam się z ziemi wydobywał gaz halucynogenny. Albo że były to halucynogenne liście laurowe lub mimozy.

A apostołowie, jak sugerowała Doda, byli upaleni?

- W judaizmie i chrześcijaństwie też stosowano psychodeliki. Mojżesz i Ezechiel prawdopodobnie używali akacji synajskich i ruty syryjskiej, stąd ich wizje. A manna, która spadła z nieba, mogła być zbożem zawierającym sporysz, czyli odpowiednik LSD. Pisał o tym Majmonides oraz Filon Aleksandryjski.

Niemożliwe, żeby Palestyna, otoczona przez społeczeństwa używające marihuany, była pozbawiona tych środków. Teraz powstała dziedzina nazwana archeobotaniką, która może to rozwikłać. Ale wiele wskazuje na to, że Doda miała genialną intuicję.

Psychodeliki mogą wywołać stany mistyczne. Widać wtedy względność, złudność, ulotność rzeczywistości. I pojawia się poczucie, że za tą rzeczywistością istnieje inna, prawdziwa (…)”.


Bredni w wywiadzie jest co niemiara, zwłaszcza historycznych. „Nie znam wojny, którą wywołałyby Indie” – mówi psychodeliczny guru. Nie ma co go męczyć historiami wojen Ariów, Drawidów czy Wielkich Mogołów. Niech spróbuje powtórzyć te swoje bzdury indyjskim chrześcijanom masakrowanym prawie co roku przez hinduskich nacjonalistów.

 

Można rozbawiać Sipowiczem kolegów od kieliszka, ale warto zwrócić uwagę, że mąż Kory może wielu młodych przekonać do palenia tego świństwa. Marihuana wprawdzie „zamula”, a nie pobudza, ale w konsekwencji może prowadzić do agresji; gdy kończy się jej działanie pojawia się u uzależnionych od tego narkotyku silne rozdrażnienie. Marihuana uzależnia też szybciej niż alkohol. Legalizacja „trawy” w Holandii miała pozbawić dochodów gangi, tymczasem od czasu legalizacji miękkich narkotyków w tym kraju liczba zorganizowanych grup przestępczych wzrosła kilkunastokrotnie. 

 

Założyciel Monaru, Marek Kotański przestrzegał przed marihuaną, bo z własnej praktyki wiedział, że prowadzi ona do trwałego uzależnienia od substancji uznawanych za „twarde” drugi (sam był nawet przeciwnikiem podziału na "miękkie i "twarde" narkotyki). Gdyby żył, pewnie sprałby Sipowicza jak ostatniego pętaka.

 

Rafał Geremek/Gazeta.pl