Nie narzekałbym tak bardzo, jeśli chodzi o postać św. Mikołaja. Oczywiście, wszystko przybiera dziś postać skomercjalizowaną. Jesteśmy społeczeństwem supermarketów. Gdyby policzyć, to pewnie wyszłoby[, że ludzie spędzają dziś więcej czasu na zakupach. Z drugiej strony, święta Bożego Narodzenia odwołują się do tego, co w człowieku najlepsze, czyli do pewnej tęsknoty za wspaniałomyślnością, szczerością, hojnością, obdarowywaniem siebie. To dzisiejsza XX i XXI-wieczna postać tęsknoty za Mesjaszem.
Oczywiście, Mikołaj jednoznacznie kojarzy się z Bożym Narodzeniem. Nie byłoby św. Miłołaja, gdyby nie było świąt Bożego Narodzenia. Nie byłoby także prezentów, nie byłoby tego wybuchu życzliwości. Z jednej strony mamy więc to odwołanie się do uniwersalnej tęsknoty ludzkiego serca. Serce człowieka tęskni za tym, aby było dobre i spotykało się z dobrocią. Ma pragnienie wychodzenia poza horyzont swojego własnego egoizmu, zaganiania, skoncentrowania na sobie. Doświadczamy szczęścia nie tylko wtedy, kiedy dostajemy prezenty, ale kiedy możemy obdarować prezentami innych ludzi. To wszystko ma związek z tym, że kiedyś Bóg obdarował nas największym prezentem, jaki miał, czyli swoim Synem. I nieustannie chce nas obdarowywać. To jedna refleksja.
Druga refleksja jest nieco mniej optymistyczna. Obchodzeniu świąt dotyczy taki psychologiczny efekt „hurra”, czyli czegoś niezwykłego, nadzwyczajnego dlatego, że codzienność bardzo odbiega od klimatu św. Mikołaja czy w ogóle świąt Bożego Narodzenia. Na co dzień jesteśmy zmiażdżeni, znurzeni, utaplani w klimat zupełnie odwrotny. Jesteśmy zanurzeni w gonitwę szczurów, egoizm, ducha rywalizacji, patrzenie jeden na drugiego wilkiem, cywilizację żółci, złości. Dlatego tym bardziej budzi się tęsknota, pragnienie człowieka nie tyle za św. Mikołajem, co za Dobrą Nowiną, za gwiazdą z nieba, za interwencją Boga, za Mesjaszem. To sięgnięcie do najbardziej podstawowej warstwy tego, co czuje każdy człowiek. A każdy człowiek ma w sobie obraz Boga.
Patrzę na to z dużym optymizmem i dużą nadzieją, bo ewangelizacja odwołuje się w gruncie rzeczy do tego, co jest w człowieku najlepsze. Mimo tego, że mówi o grzechu, odwołuje się do tego, co w sobie nosimy. Mianowicie, z jednej strony rzeczywiście doświadczamy małoduszności i braku życzliwości. Dajemy sobie wzajemnie i przyjmujemy lekcje ludzkiego okrucieństwa i niewyrozumiałości. A z drugiej strony, gdzieś głęboko w sercu tęsknimy za królestwem świętych, św. Mikołaja, ale też św. Józefa, Najświętszej Maryi Panny. Nawet jeśli ktoś nie umie tego ubrać w język religijny, albo z jakichś powodów ma alergię na chrześcijaństwo, to gdzieś w najgłębszej warstwie tęskni za tym samym. Za królestwem świętych. Za królestwem, w którym żyje się miłością. A to wszystko koncentruje się w Mesjaszu, czyli w Jezusie Chrystusie. Im bardziej jesteśmy zlaicyzowani, im bardziej oddalamy się od prostoty, ewangelicznej wymowy świąt Bożego Narodzenia i przesłania świętych, tym bardziej będziemy za tym tęsknić.
Not. Marta Brzezińska
rys. Facebook
