- Powiem szczerze, że pan Smolarek nie był dla mnie tym, na którym się wzorowałem. Z tego powodu, że urodziłem się później i nie przeżywałem na żywo jego sukcesów. Pamiętam jednak urywki, migawki telewizyjne z jego występów. Imponował szybkością, dryblingami. Był skuteczny. Wiele znaczył dla polskiej piłki.
Czy pragnieniem każdego piłkarza jest, aby jego syn grał w piłkę? W pewnym sensie tak, choć nie jest to wcale taki łatwy chleb. Na pewno radością dla pana Włodzimierza była kariera jego syna Ebiego. Przeżywał jego występy, tak jak ojciec, który przeżywa występy dziecka - czyli podwójnie. Przeżywa je bardziej niż własne sukcesy i porażki. To, że syn grał w reprezentacji Polski było więc dla ojca wielką satysfakcją. On dzięki temu, przecież na nowo spotkał się z piłką. Jeździł na mecze reprezentacji, dopingował syna i chłopaków.
Szczerze współczuję jego rodzinie. Przecież po trudach swojej kariery gdy był już dziadkiem, miał wnuki odszedł gdy nadszedł naprawdę fajny czas dla niego – dodaje Citko.
Jan Tomaszewski w rozmowie z portalem Interia.pl tak wspominał wyczyny Smolarka: - Fantastyczny mecz okraszony dwoma golami w meczu z NRD z jesieni 1981 r., które przypieczętowały nasz awans na MŚ. Wszyscy zapamiętaliśmy też taniec Włodka z piłką przy chorągiewce w narożniku boiska w meczu ze Związkiem Radzieckim na mundialu w Hiszpanii, dzięki któremu zyskiwaliśmy cenny czas. Później "małpować" Włodka próbowali najlepsi piłkarze świata. Nie zapomnę też jego bramki w meczu z Peru, która odblokowała nasz zespół po dwóch spotkaniach zakończonych wynikiem 0-0. Ten gol poprowadził nas do zwycięstwa, z którego później urodziło się trzecie miejsce na świecie - powiedział Tomaszewski.
Włodzimierz Smolarek wystąpił w latach 1980-1992 w polskiej reprezentacji 60 razy, strzelając 13 bramek. Największe klubowe triumfy święcił z Widzewem Łódź, z którym dwukrotnie sięgnął po mistrzostwo Polski (1981 i 1982 r.), a raz po Puchar Polski (1985 r.). W 1983 r. Smolarek z Widzewem awansował do półfinału Pucharu Europy Mistrzów Krajowych eliminując w ćwierćfinale jedną z najsilniejszych wówczas drużyn świata - Liverpool FC. Grał w Włókniarzu Aleksandrów Łódzki, Legii Warszawa, Eintrachcie Frankfurt (zdobył z nim Puchar Niemiec w 1988 r.), Feyenoordzie Rotterdam i FC Utrecht. Był wybitnym trenerem młodzieży, szkółki piłkarskiej Feyenoordu. Miał 54 lata.
Not. Jarosław Wróblewski/Interia.pl

